Translate the forum:

{ EXIT } Przeglądasz forum jako gość! Zarejestruj, aby uzyskać pełny dostęp do forum ForumFishmaniak.pl.

"CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

z Polski i Świata

"CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

Postprzez niecio21 » 18 cze 2009, o 12:11

Wlasnie znalazlem na necie serie bardzo fajnie przedstawionych artykulow poswieconych ideologii wypuszczania szczupaka oraz o sposobach w jakich nalezy to robic aby zwrocic do wody rybe w dobrej kondycji.Oto niektore z nich a wiecej na szczupak.org:

"Wypuszczaj je właściwie - Podbieranie szczupaków" - Pete Maina, Esox Angler, Spring 2003


Od jakiegoś czasu rozmawiamy o podstawach pomyślnego wypuszczania ryb i często powtarzamy wędkarzom, że sama chęć wypuszczenia ryby i dobre intencje nie mają znaczenia jeżeli sam akt wypuszczania nie zostanie wykonany poprawnie i ryba nie przeżyje tego doświadczenia. Zaznaczamy również, że szczupak, a w szczególności duże osobniki nie znoszą tak dobrze stresu związanego z walką podczas holu, przenoszenia i czasu spędzonego poza wodą jak inne gatunki ryb słodkowodnych.

Najlepsza metoda podbierania szczupaków jest tematem debat od jakiegoś czasu i jestem pewien, że nią pozostanie. Są tacy, którzy używają i promują tylko metodę podbierania ręką, jak też tacy, którzy za jedynie słuszne uznają wyhaczenie ryby jeszcze w wodzie. Nigdy nie byłem w stanie - z czystym sumieniem - dyskutować z bardziej doświadczonymi wędkarzami, którzy postępują z rybą w taki sposób, ponieważ ryba przez cały czas pozostaje w swoim "domu". Uważam, że dla bardziej doświadczonych kolegów, ta metoda jest często najlepsza.

Mimo to, wskażę że podbieranie rękoma i wyjmowanie haków w wodzie zajmuje więcej czasu (szczególnie dla niedoświadczonych), niż podczas lądowania ryby stworzonymi do tego celu urządzeniami. Coraz więcej osób używających w przeszłości innych sposobów podbierania, przechodzi obecnie do takich urządzeń. Myślę, że główną przyczyną jest po prostu obecna jakość i rozmiar sprzętu, w porównaniu do tego co było dostępne jeszcze kilka lat temu. Wielu wędkarzy trzymało się z daleka od podbieraków, ponieważ sprzęt dostępny na rynku był często za mały na okazałe ryby, a do tego materiał, z którego zrobiona była siatka, mogła łatwo się plątać, uszkadzać płetwy, zdzierać śluz i stanowić dodatkowe utrudnienie przy wyjmowaniu haków - czyli wszystkie czynniki, które były groźne dla ryby i przedłużały proces uwalniania.

Jakość urządzeń podbierających wzrosła ogromnie do punktu, w którym spokojnie mogę powiedzieć, że są najbardziej efektywną metodą dla większości wędkarzy, nie tylko zapewniającą wyciągnięcie zdobyczy (czyli złowienie i zrobienie zdjęcia), ale także najlepsze traktowanie dla ogólnego dobra ryby. Obecnie dostępnych jest kilka doskonałej jakości podbieraków, "kołysek" i ich kombinacji.

Co świadczy o dobrym podbieraku? To proste: potrzebuje on dużej obręczy, zapewniając dużo przestrzeni dla okazałej ryby. Powinna być pozbawiona węzełków, mieć impregnowaną siatkę, tworzącą dużą i głęboką "torbę", która stworzy obok łodzi swego rodzaju zagrodę, w którą po wyciągnięciu zmieści się nawet największy szczupak. Tak duży podbierak zdecydowanie zabiera trochę miejsca na łodzi, lecz dla efektywnego wypuszczania, po prostu musi być tak duży.

Firma Frabill wprowadziła już 7 lat temu bez-węzełkową, impregnowaną siatkę w ich produkcie "Kwik Kradle" (hybrydzie podbieraka z "kołyską"). Zaprojektowana tam siatka eliminowała poważne uszkodzenia płetw i zdzieranie śluzu, przez co stała się standardem w ich dużych podbierakach i "kołyskach". Firma Beckman również oferuje podbieraki z bez-węzełkowymi siatkami. Wiem, że się powtarzam, ale jedź na ryby z impregnowaną, bez-węzełkową siatką - albo nie jedź wcale. To tak samo jak posiadanie przy sobie dobrej jakości szczypiec i kombinerek (którymi można łatwo obciąć groty kotwiczki) - jeśli ich nie masz, nie jedź na ryby.

Dobrze, więc wybieramy się na ryby z odpowiednim urządzenim. Który styl jest właściwy dla Ciebie? Do sprawnego posługiwania się - podbierak lub hybrydy podbieraków z "kołyską" są trochę prostsze w obsłudze i łatwiej się do nich przyzwyczaić. Dla "samotnych" wędkarzy umożliwiają one operowanie jedną ręką. "Kołyska" wymaga dwóch rąk i generalnie pozostawia trochę mniej miejsca na ewentualny błąd, lecz w doświadczonych rękach jest bardzo przyjazna rybie podczas lądowania.

Podstawy podbierania zaczynają się od tego kiedy to robić. Oczywiście jest to szara strefa, ale podstawową zasadą jest podbieranie ryby tak szybko jak tylko jest to poza skrajną brutalnością. Wymaga to zdobycia doświadczenia, tym niemniej przychodzi taki moment w czasie walki, w którym nie ma już gwałtownego potrząsania łbem i skoków - ostatni odjazd był o wiele wolniejszy od pierwszego i ryba pozwala się prosto podciągać, bez szarpania w wodzie. To jest właściwy moment. Nie czekaj aż ryba będzie totalnie wyczerpana, wykładając się na bok.

Ryba powinna być prowadzona do wędkarza głową do przodu. Osoba z podbierakiem powinna być gotowa, z główną obręczą podbieraka (lub otwartym przodem "kołyski") wycelowaną dokładnie na głowę ryby, nieznacznie ponad powierzchnią wody. Włożenie całej siatki do wody i czekanie aż ryba do niej wpłynie może spowodować problemy. Jest niemożliwe wykonywanie jakichkolwiek szybkich ruchów - zarówno do przodu pod rybę, jak i wycofać podbierak jeśli ryba gwałtownie zanurkuje w ostatniej chwili - jeśli siatka jest zanurzona i nieruchoma. Widziałem i słyszałem wiele nieszczęśliwych historii o tym jak przynęta utkwiła w siatce lub obręczy zanim ciało ryby się w niej znalazło i chwilę potem ryba rozginała hak i uwalniała się. Dobra wiadomość jest taka, że zrobiła to dość bezboleśnie - szybkie uwolnienie się, lecz jest to marna pociecha jeśli właśnie straciłeś rybę życia.

Bądź przygotowany z podbierakiem nad wodą, trzymając nadmiar siatki w ręku i mając pewność, że nie wplątała się w żadne przeszkody (np. knaga łodzi). Doświadczeni łowcy używający podbieraków dobrze znają wagę jednego, szybkiego, konsekwentnego ruchu. Zacznij ruch kiedy ocenisz, że ryba jest w pozycji umożliwiającej "zagarnięcie" 75% długości ryby, głową na przód. Wtedy to zrób. Pchnij podbierak do przodu, zanurzając obręcz pod rybą i kontynuuj ruch w kierunku do przodu i do góry, tak aby cielsko ryby wchodziło do siatki. Nigdy nie zaprzestawaj ruchu do czasu aż obręcz podbieraka nie znajdzie się całkowicie ponad powierzchnią wody - teraz siatka z rybą jest zanurzona. Z dużą i głęboką siatką obręcz może być wystarczająco wysoko ponad powierzchnią, podczas gdy ryba wygodnie spoczywa w wodzie.

Ćwiczenie, ćwiczenie...

Podbieranie ryby jest trochę podobne do zakreślania ósemki bądź okrężnego manewru. Jestem zdziwiony jak mało ludzi ćwiczy to z boku łodzi. Część z was czytając ten artykuł zgodzi się ze mną, kiedy powiem wam, że trzeba to ćwiczyć do momentu, aż będzie się całkowicie pewnym, iż robimy to poprawnie. To ważne. Po co czekać aż będzie się miało na haku rybę, żeby dowiedzieć się jak dobrze nam wychodzi kilka skrętów podbierakiem obok łodzi?

To samo się tyczy podbierania. Po co czekać aż nasz partner będzie miał słabo zahaczoną życiówkę przy łodzi? Ćwicz. Nie potrzebujesz zaciętej ryby. Po prostu wyobraź ją sobie. Jeśli to pomoże, niech twój partner zahaczy dużą zabawkę (pluszowego misia) i niech ściąga ją do łodzi. Rób co potrzeba, lecz ćwicz jeden gładki ruch od początku do końca. Im szybciej ruch jest zakończony i obręcz jest w górze, tym mniejsza jest reakcja ryby, mogąca spowodować dużą plątaninę w siatce lub wyhaczenie ryby.

Dobrze, teraz powróćmy do poprzednio omawianych ale istotnych podstaw. Ryba oddycha. Czy znajduje się w wodzie? Tak czy inaczej, przetnij groty haków lub wyciągnij szczypcami wszystkie groty, które "wychodzą" łatwo. Jeśli głowa ryby jest wysoko zaczepiona w siatce i znajduje się nad wodą - naprawdę spiesz się. Najszybciej jak to możliwe wyciągnij haki i umieść głowę ryby w wodzie, w pozycji horyzontalnej i utrzymuj ją prosto jeśli to konieczne. Zmierz ją w wodzie. Teraz wyciągnij rybę z podbieraka do wody w celu wypuszczenia, lub po prostu wyciągnij podbierak spod niej. Zrób aparatem kilka zdjęć podczas wypuszczania. Z przygotowanym aparatem rybę można również podnieść do kilku ujęć. Staraj się aby czas przebywania ryby poza wodą nie był dłuższy niż 10 sekund, poczym ponownie wypuść ją do wody.

Obecna jakość podbieraków i kołysek dostępnych na rynku jest naprawdę dobra, zarówno dla wędkarza jak i ryby. Upewnij się, że używasz sprzętu przyjaznego rybie i upewnij się, że ćwiczysz używając go. Wiem, że czuję się o wiele lepiej kiedy wędkuje w rybnej wodzie z kimś kto jest doświadczony w podbieraniu. Jestem bardziej pewny siebie zarówno dla dobra ryby jak i mojego.

Pamiętaj, że doświadczenie wcale nie musi przyjść poprzez szkołę podbierania wielu ryb. Przygotowanie posiadania właściwego sprzętu, umiejętność posługiwania się nim i trening (choćby z misiem) może dać Ci więcej niż lata na wodzie.
Ostatnio edytowano 18 cze 2009, o 12:35 przez niecio21, łącznie edytowano 1 raz
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 487
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 1,312.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 487 / 518
487 / 518

Re: "CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

Postprzez niecio21 » 18 cze 2009, o 12:12

"Szczupaki - nasze bogactwo naturalne" - Piotr Piskorski

Myślę, że jest najwyższy czas podyskutować o tragicznej sytuacji szczupaka w naszych wodach i bardzo dobrze się stało, że redakcja WW jako pierwsza udostępniła w tym celu swoje łamy. Jak sugeruje tytuł chodzi o bezwzględną konieczność podjęcia wszelkich działań w kierunku ochrony tego gatunku. Moim zdaniem szczupak, jako cenna zdobycz wędkarska jest gatunkiem ginącym w naszych wodach, co może dla wielu z nas być stwierdzeniem dziwnym. Pojęcie "gatunek ginący" kojarzy się bardziej z łososiem lub jesiotrem (który w zasadzie już dawno w naszych wodach wyginął). Tragiczną sytuację naszego sztandarowego drapieżnika w polskich wodach potwierdzą jednak z pewnością wędkarze z wieloletnim doświadczeniem. Jeszcze w latach 60tych nasze wody śmiało konkurowały pod względem liczebności populacji szczupaków z najlepszymi na świecie. Czytając relacje wędkarzy z tego okresu z Mazurskich jezior po prostu nie chce się wierzyć. Nie zapomnę na przykład konkluzji olsztyńskiego łowcy tych drapieżników zamykającej opis połowów na jez. Wulpińskiego. Brzmiała ona mniej więcej tak: "... i dało by się złowić tych szczupaków sporo jednak dużo czasu zajmuje hol, gdyż często są to okazałe sztuki"! Aktualną sytuację zna chyba każdy z nas. Nasze jeziora to w znacznym stopniu szczupakowe pustynie (również Wulpińskie). Tak w każdym razie oceniają te wody wędkarze. Niewiele lepiej sytuacja wygląda na rzekach i to głównie tych największych, na odcinkach nie eksploatowanych przez rybaków zawodowych.

Oczywiście zarówno większości jezior i rzek naszego kraju szczupaka da się złowić. W okresach dobrego żerowania - w maju czy jesienią, w niektórych wodach, fachowcy są w stanie złowić nawet kilka szczupaków jednego dnia. Są to jednak z reguły sztuki o długości 40 - 50 cm. Trzykilogramowy zębacz to już nie lada wydarzenie. Właśnie - największym problemem jest złowienie okazu. Dlaczego? Jest to wynik wieloletniej eksterminacji tego gatunku w polskich wodach, prowadzonej wszelkimi metodami, przez wszystkich użytkowników wód - zarówno tych legalnych, jak i nielegalnych. Korzenie "szczupakobójstwa" sięgają lat 60-tych, kiedy to postanowiono "przerobić" wiele dużych jezior na sielawowe lub karpiowe. Pierwszym zaleceniem było w takim wypadku wytępienie szczupaków jako groźnych szkodników. Na celowniku znalazły się głównie sztuki większe (powyżej 1 kg), które jak stwierdzono, przynoszą więcej strat w pogłowiu ryb niż pożytku. Pojęcia takie, jak "szkodnik" czy "chwast" wymyślił oczywiście człowiek, który paradoksalnie sam jest największym szkodnikiem w ekosystemie. Swoją działalnością zaburza harmonię w ekosystemach wodnych a później próbuje ratować sytuację usuwając skutki a nie przyczyny tych zaburzeń. Na dodatek wszystkie te działania napiętnowane są (szczególnie u nas), znaną pazernością, brakiem wyobraźni i prawdziwej troski o środowisko. Problem polega na tym, że w zasadzie wszyscy chcą łowić szczupaki i jeśli już łowią, to je zabijają.

KŁUSOWNICY bez żadnych skrupułów wybijają ikrzyce na tarliskach wszelkimi metodami. W ubiegłym roku na jednym z podolsztyńskich jezior, słynących niegdyś z licznej populacji szczupaka, rybacy ściągnęli pewnego marcowego dnia kilkadziesiąt wontonów i drygawic postawionych na tarlisku przez kłusoli. Z przekazów ustnych wiadomo, że było to zaledwie około 30% "sprzętu" jakim dysponują miejscowi złodzieje! Masowa rzeź tarlaków odbywa się na wszystkich dopływach i rowach łączących się z głównymi akwenami. Szczupaki wybierają coraz częściej te właśnie miejsca z uwagi na lawinowy zanik bardziej "tradycyjnych" miejsc tarłowych. Tu z kolei kłania się degradacja środowiska. Składają się na nią zanieczyszczenia pochodzące z ośrodków wypoczynkowych, daczowisk i gospodarstw rolnych oraz wycinanie trzcinowisk. Efektem tych działań jest spadek przejrzystości wody, zanik roślinności podwodnej - niezbędnej zarówno do tarła, jak i do bytowania drapieżnika.
A rybacy to święci?! - zapytacie. Łowią szczupaki cały rok a najwięcej przed tarłem - pod pozorem konieczności pozyskania produktów płciowych i późniejszych zarybień! Tu temat nie jest tak łatwy. W wielu regionach kraju spółki rybackie są jedynym podmiotem, który prowadzi zarybienia szczupakiem. I należy stwierdzić, że na terenach dzierżawionych przez te spółki w ostatnich latach (od 1991) zarybienia rosną przynosząc wymierne efekty w połowach (w roku 2000 były one rekordowe od początku lat 70tych!). Prawdą natomiast jest, że tarlaki szczupaka traktowane są dość niefrasobliwie. Odławiane często zbyt wcześnie, przetrzymywane bez sensu w tragicznych warunkach, trafiają nierzadko pod nóż. Chodzą słuchy, że najłatwiej w ten sposób załatać dziury w budżecie na przednówku. Trzeba jednak przyznać, że wśród rybaków wielu jest ludzi pracowitych i uczciwych, cechujących się troską o przyszłość wód na których gospodarują. Problemem na razie nie do rozwiązania wydaje się jednak rewolucyjna zmiana świadomości tych ludzi w kierunku wizji rybactwa działającego w służbie wędkarstwa. Już dawno temu stwierdzono w wielu krajach świata, że kilogram mięsa rybiego pozyskany siecią przynosi średnio 10ciokrotnie mniejsze wpływy do budżetu niż ten sam kilogram pozyskany przez wędkarza! Myślę, że tu leży pogrzebany ten przysłowiowy szczupak! Rybacy traktują ten gatunek jak każdy inny. Ma po prostu przynieść wymierne korzyści gospodarcze. A jaki szczupak przynosi największe korzyści? Taki, który mało je a szybko rośnie. Kryteria te spełnia drapieżnik o masie maksymalnie 1 kg! Po osiągnięciu dojrzałości płciowej aby osiągać podobne przyrosty co "za młodu" musi on zjadać niemal dwukrotnie więcej. W naszych jeziorach prowadzi się więc coś w rodzaju podchowu szczupaka często w cyklu jednorocznym. Wydajność z hektara rośnie a wędkarze polujący na "normalne" szczupaki tego nie są w stanie zauważyć bo nie interesują ich ryby poniżej kilku kg.

No a my - wędkarze, czy nie mamy sobie niczego do zarzucenia? I czy w ogóle powinniśmy narzekać? Przede wszystkim powinniśmy bić się w piersi i to oburącz! Rozmawiając z rybakami o "problemie szczupakowym" zwykle słyszy się to samo. Wędkarze, w szczególności ci z większych miast, dokonują regularnych spustoszeń w pogłowiu szczupaków niedługo po zarybieniach. Masowo, bez żadnych skrupułów odławiają po kilkanaście zębatych o długości 30 - 40 cm. A o powszechnym stosowaniu metody "złów i wypuść" możemy na razie jedynie pomarzyć! Nieliczni stosujący tę zasadę uważani są wśród swoich znajomych w najlepszym wypadku za niegroźnych wariatów. Jestem pewien, że wielu z Was nie uwierzy w to co teraz napiszę. Są to jednak wyniki badań Zakładu Ekonomiki Rybactwa Instytutu Rybactwa śródlądowego, który problemami gospodarki rybacko - wędkarskiej zajmuje się od wielu lat. Analiza odłowów rybackich (księgi jeziorowe) i wędkarskich (dobrowolnie wypełniane ankiety - ok. 600 corocznie) z 60ciu największych gospodarstw polskich wskazuje niezbicie, że

WĘDKARZE ŁOWIĄ TRZY RAZY WIĘCEJ SZCZUPAKÓW NIŻ RYBACY!

Już słyszę Wasze komentarze - akurat - rybacy napiszą prawdę w tych swoich księgach! We wspomnianych spółkach, sytuacja zmieniła się diametralnie od kiedy przeszły w ręce prywatne. Właściciel pilnuje przecież swojej własności i nie pozwoli aby ktoś go okradał. Stąd zapisy ksiąg należy traktować bardzo poważnie. Tak więc średni odłów rybacki wynosi 15,4 kg/ha z czego 7,8% czyli 1,2 kg/ha to szczupak. Wędkarze zaś odławiają z tych samych jezior 33,4 kg/ha z czego aż 12,9% czyli 4,3 kg/ha top szczupak! Trzeba tu dodać, że w badaniach tego rodzaju, aby były jak najbardziej wiarygodne, odrzuca się tzw. wartości skrajne. Nie bierze się pod uwagę tych zbyt odbiegających od średniej w dół ani w górę. Analiza tych danych przynosi jednak często ciekawe wnioski. Tak na przykład pojawiło się 10 ankiet z okolic Mrągowa w których wędkarze szacują swoje połowy roczne na ... 300 do 600 kg! Wędkarze ci przyznają jednocześnie, że interesują ich wyłącznie ryby cenne - węgorz, sandacz i szczupak. Prowizoryczne szacunki wskazują, że tylko tych dziesięciu wędkarzy (?) odłowiło w 2000 roku z kilku jezior w okolicach Mrągowa. ... około 2 ton szczupaków! Bliższe badania wykazały, że wszyscy mieszkają około 1 km od wody i spędzają ponad 100 dni na wędkowaniu. Normalną procedurą na Mazurach stało się skupowanie ryb od wędkarzy do rodzących się jak grzyby po deszczu smażalni. Nie sądzę abyśmy sami sobie z tym poradzili. Przydał by się tu jakiś plan ochrony ryb, konkretne decyzje poparte środkami i działaniem specjalnej policji na wzór amerykańskiej Fish & Game.

A jak jest na wodach PZW? Może ktoś mnie wyręczy w ocenie działalności brygad rybackich na naszych, związkowych wodach?

Kto więc jest największym "szkodnikiem"? A może kormorany lub wydry jak sugerują niektórzy prywatni hodowcy? Z pewnością trudno byłoby to teraz rozstrzygnąć. Nie o tym chciałem zresztą pisać. Musimy natomiast moim zdaniem zacząć sprzątanie od własnego podwórka. Bez edukacji i zwiększenia świadomości wędkarskiej braci na temat kluczowej roli drapieżników, a w szczególności szczupaka w ekosystemie, nie da się zrobić nawet kroku do przodu. Spróbujmy więc zastanowić się właśnie jaka jest

ROLA SZCZUPAKA W EKOSYSTEMIE.

Mało kto dyskutuje już teraz na szczęście z twierdzeniem, że bez drapieżników nie może być mowy o zdrowym i poprawnie funkcjonującym ekosystemie. Pełnią one bowiem rolę selekcjonerów zapobiegających nadmiernemu rozrostowi populacji innych gatunków. Dzięki drapieżnikom ryby w danym zbiorniku są zdrowsze i szybciej rosną (mniejsza konkurencja pokarmowa w obrębie jednego gatunku). Mało kto jednak wie, że drapieżniki wpływają również pośrednio na stan środowiska. Dzięki nim woda w danym jeziorze jest bardziej czysta! Doskonałym bioregulatorem czystości wód jest właśnie szczupak. Należy przypomnieć w tym miejscu jak wygląda skrócony łańcuch pokarmowy w typowym polskim jeziorze. Tak więc najpierw fitoplankton,. To on jest głównym składnikiem tzw. zakwitów, które w sytuacjach ekstremalnych są przyczyną letnich przyduch w jeziorach a nawet groźnych chorób zwierzat i ludzi. Fitoplankton jest pokarmem zooplanktonu,. Zooplankton z kolei, pożerany jest przez drobne ryby a te przez drapieżniki. Spójrzmy więc co się dzieje w jeziorze ogołoconym ze szczupaków. Rozrastają się szybko populacje ryb spokojnego żeru, których narybek w krótkim czasie ogranicza znacznie ilość zooplanktonu. To z kolei jest przyczyną inwazji fitoplanktonu. Efekt wizualny dla wędkarza jest oczywisty - "brudniejsza" woda . Woda o mniejszej przezroczystości to w rezultacie mniej światła w strefie przybrzeżnej. Im mniej światła tym gorsze warunki dla rozwoju roślinności wodnej. Następuje więc stopniowy zanik litoralu - strefy, w której większość gatunków składa ikrę. W tej strefie także znajdują schronienie wylęg i narybek. To jednak nie koniec. Za pogorszeniem warunków tlenowych idą liczne choroby, które osłabiają i tak już słabe populacje wszystkich ryb. Efekty jak widać mogą być wręcz katastrofalne. Degradacja środowiska wodnego, stopniowe wymieranie pewnych gatunków ryb związanych z czystą wodą - to widzimy na każdym kroku. Rzecz jasna szczupak, jako typowy wzrokowiec, nie czuje się dobrze w wodach o małej przezroczystości. Zachodzi więc tu sprzężenie zwrotne - mało szczupaka - niekorzystne zmiany środowiskowe - jeszcze mniej szczupaka, itd.
Oczywiście nie chcę nikogo przekonywać, że główną przyczyną degradacji większości polskich jezior jest zanik populacji szczupaka. Bezpośrednią przyczyną tego zjawiska jest oczywiście niekontrolowany dopływ biogenów do naszych wód a w tym przypadku winna jest przede wszystkim turystyka, tylko w małej części zorganizowana właściwie. Brak skanalizowanych pól namiotowych i mała świadomość ekologiczna turystów to tylko najważniejsze hasła. Działania dobrego gospodarza powinny więc być wielotorowe. Od czego zacząć? Z pewnością od prób powstrzymania degradacji środowiska. Czy jednak drogą do celu są słynne

ODŁOWY ODCHWASZCZAJąCE?

Co to właściwie jest i czemu ma służyć? Teoria jest pozornie do przyjęcia - szybkie usunięcie z danego zbiornika części nadmiernie rozrośniętej (a więc najczęściej skarłowaciałej i chorej) populacji ryb mniej cennych z punktu widzenia wędkarzy. Zwykle chodzi o leszcze, krąpie czy płoć. Dlaczego pozornie do przyjęcia? Od razu nasuwa mi się tu proste porównanie - to tak, jakbyśmy próbowali naprawić wieżę z klocków, przez wyciąganie kolejnych jej elementów ze środka. Parę razy może się udać ale po kolejnym "zabiegu" konstrukcja nie wytrzyma i runie! Aby nasz wieża była piękna i trwała, należy zadbać przede wszystkim o jej podstawę.
Jak to wygląda w praktyce? Wystarczy sięgnąć do spostrzeżeń wędkarzy, którzy byli świadkami takich odłowów. Niestety często prowadzone one są w nie najlepiej wybranym terminie (tarło gatunków cennych) a rybacy odławiający dany zbiornik nie zawsze trzymają się tzw. założeń wstępnych. Okazuje się, że niezwykle trudno jest im wypuścić dodatkowo złowione drapieżniki, duże leszcze, liny, węgorze, itd. Mówiąc krótko - wszystko, co można szybko sprzedać. Może więc, znając temat, zastosować właśnie szczupaka do regulacji pogłowia ryb mniej cennych? Wystarczy wpuścić go odpowiednio dużo (i oczywiście pilnować!) a z pewnością poradzi sobie z każdą osłabioną nadmiernie rozrośniętą populacją. Niezbędne byłyby oczywiście specjale przepisy chroniące drapieżnika przez kilka lat. Efekt jednak byłby fantastyczny - zdrowe, czyste jezioro z mnóstwem szczupaków - gotowe łowisko specjalne! Trudne? Zgadzam się. W naszej tragicznej sytuacji łatwych rozwiązań po prostu nie ma! Niestety zabieg ten nawet teoretycznie nie jest możliwy do zastosowania we wszystkich zbiornikach wodnych. Tam, gdzie przezroczystość wody jest niewielka dominujący drapieżnikiem będzie zawsze sandacz. Nie ma więc sensu forsować szczupaka tam, gdzie nie ma szans stworzyć silnej populacji.

No dobrze - powiecie, może kiedyś stworzymy lepsze warunki dla rozwoju populacji szczupaka. Co jednak zrobić abyśmy mogli łowić

WIĘCEJ OKAZÓW?

Jak wiadomo chętnych do łowienia szczupaka w jest wielu. Jest to jedna z najprostszych do złowienia ryb. Na dobrą sprawę nie potrzeba wyszukanego sprzętu - zanęt i całego tego "majdanu" niezbędnego do skutecznego łowienia na spławik. Na dodatek wielu spinningistów na przykład, uważa swoją ulubioną metodę za "lepszą" i z pogardą patrzy na tzw. "spławikowców". świadczy to o małej wiedzy na temat wędkarstwa, braku tolerancji i samokrytycyzmu. Wędkarza należałoby raczej oceniać biorąc pod uwagę jego ogólną postawę wobec środowiska, świadomość pozytywnych i negatywnych zmian jakie może spowodować a nie to, czy na końcu zestawu wisi robak czy najdroższy wobbler.
Tak więc szczupaki chce łowić wielka rzesza starych ale przede wszystkim młodych wędkarzy. W zdecydowanej większości są oni wyznawcami szybkiego, intensywnego życia. Nie mają czasu na długie przygotowania wypraw wędkarskich. Spinning jest dla nich po prostu stworzony. I nic w tym dziwnego. Na świecie metoda ta robi zawrotną karierę a w USA - kraju 50ciu milionów wędkarzy, około 90% z nich to właśnie spinningiści! Trudno sobie wyobrazić, by w czasach skoków na bungie, wyścigów ulicznych na szybkich motorach czy wspinaczki na wieżowce bez zabezpieczeń, młodzież przyciągnęły do wędkarstwa połowy karasi czy krąpików! Potrzebujemy więc okazów szczupaka. Żaden chyba rodzimy gatunek nie jest w stanie w takim stopniu "podnieść poziomu adrenaliny" przy tak małych nakładach. Dorasta do wielkich rozmiarów, bierze chętnie i pięknie walczy. Jestem pewien, że każdy, kto widział ponadmetrową bestię połykającą jego przynętę metr czy dwa od szczytówki zgodzi się ze mną! OK. - tylko jest jeden problem - bestia musiała rosnąć 10 - 15 lat aby osiągnąć te zapierające dech w piersiach rozmiary! 15 lat! Czy ktoś z kolegów prezentujących z dumą złowiony okaz zastanowił się, że żył on tyle co np. jeden z członków jego rodziny? Czy naprawdę koniecznie trzeba go zamordować? W dobie tanich i dobrych aparatów fotograficznych, swój połów można uwiecznić dla potomnych bez konieczności zabijania ryby. A wtedy odpływa ona i dalej rośnie. Każdy z nas może ją złowić jeszcze wiele razy. Tak to się odbywa w wielu krajach Europy i za oceanem. To dlatego metrowy szczupak nie jest tam żadnym wydarzeniem!
Jest więc jasne, że jeśli nie zaczniemy okazów wypuszczać, jak to się robi w wielu krajach na świecie, to wkrótce przestaniemy je łowić w ogóle. Coraz mniej jest bowiem "tajnych rewirów" - górek gdzieś na środku jeziora, trudnych do znalezienia i obłowienia. W epoce GPS-ów, echosond, szybkich łodzi i coraz doskonalszego sprzętu wędkarskiego, dobranie się do skóry najlepiej ukrytym do niedawna bestiom jest tylko kwestią czasu.

Jakie jest Wasze zdanie na temat szczupaków w naszych wodach Koledzy? Czy jest go rzeczywiście dużo czy wręcz przeciwnie? Czy wypuszczanie okazów w naszych, polskich realiach ma szansę na powodzenie? Spróbujmy zastanowić się wspólnie nad tym problemem.
Niech to będzie początek wielkiej dyskusji.
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 487
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 1,312.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 487 / 518
487 / 518

Re: "CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

Postprzez niecio21 » 18 cze 2009, o 12:19

"Catch&Release - polowanie na czarownice" - Frank Weissert

Ciągle jeszcze słychać werbalne ataki na wędkarzy, którzy wypuszczają złowione ryby poza okresem ochronnym i ponad wymiarem ochronnym. Niektórzy właściciele łowisk i wód grożą nawet wykluczeniem z łowiska. Ponad to mamy nadal związki wędkarskie, które zabraniają wypuszczania złapanych ryb. I tu robią wielki błąd.

Dobre powody
Naturalnie nie ma sensu i graniczy z głupotą i męczeniem zwierząt, kiedy ktoś łapie małe ryby i je masowo wypuszcza. Zwierzęta to nie zabawki. W każdym przypadku, przepisu mówiącego, że należy zabić każdą rybę, nie można też nazwać zbyt mądrym. Dlaczego? Ponieważ mamy wystarczająco dużo dobrych powodów, aby dużym rybom, złapanym poza sezonem ochronnym, zwrócić wolność:
Dlaczego ryba ma się trzeć tylko raz w swoim życiu, kto o tym zdecydował? Przecież właśnie jako młoda ryba, zwierze takie nie osiągnęło zenitu swojej rozpłodności, jeżeli spojrzymy na ilość składanej ikry. Co najmniej trzykrotne tarło byłoby krokiem we właściwym kierunku.
Przecież 50-55 cm szczupak jest tylko trochę lepszym pstrągiem. Przy tym esox osiąga wagę ponad 30 kg. Pod tym względem zabicie i zabranie dwu funtowego szczupaka nie jest niczym rozsądnym. Tu po prostu relacja "wiek ryby-pożytek" się nie zgadza. Dlatego w wielu wodach łowimy tylko mini-szczupaki.
Chyba, że ryba trafi na wędkarza, który zanim zabije pomyśli i powie sobie: "Ciebie mogę sobie i z 65 cm wziąć, wtedy mam z ciebie więcej". Do tego ryba mogłaby się nadal rozmnażać. W ten sposób mamy tu przykład z dwoma rozsądnymi powodami, przemawiającymi za catch&release.

Tak samo wygląda z 15 cm mikro-okoniami, 25 cm mini-linami i baby-potokowcami, 45 cm sandaczykami i 35 cm karpikami (bez względu na rozmnażalność karpi w niektórych zbiornikach). W przypadku wymienionych gatunków, podniesienie wymiaru ochronnego o 10 cm byłoby absolutnie logicznym posunięciem. Jeżeli chodzi o pstrągi potokowe w zimnych strumieniach i jeziorach górskich, to tu należałoby uwzględnić indywidualność każdego łowiska. Jeżeli dany gatunek ryby nie ma wymiaru ochronnego, to zdrowo myślący wędkarz powinien sam dla siebie ustalić odpowiednie limity. Rybom to na pewno nie zaszkodzi.
Mocno zbudowana, duża ryba, przetrwała selekcję, w dużej mierze, dzięki dobrym genom. Ten potencjał genetyczny należy zachować. Kolejny powód, aby wypuszczać ryby.
Poprzez, dla każdego widoczne, coraz krótsze zimy i cieplejsze lata, przesuwają się okresy tarła. Tak wiec już w styczniu, ciężkie ikrzyce, powinny stać pod ochroną. I znowu konkretny punkt dla C&R.
Zdrowe łowisko powinno dysponować zdrowym stosunkiem ryb młodych do starych, ponieważ inaczej nie zgadza się równowaga biologiczna. Struktura wiekowa zamiast wyglądać jak piramida, wygląda jak szeroki cokół z cienką szpicą. To jest powodowane zabieraniem większości ryb, będących powyżej wymiaru ochronnego. Wprawdzie można często łowić wymiarowe ryby, ale złapanie okazu należy do rzadkości. Regularne połowy dużych ryb i okazów są praktycznie niemożliwe. Kolejny powód do wypuszczania ryb. Naturalny stan wód jest to ten bez wędkarzy. A do jakich struktur wiekowych prowadzi, pokazują to najlepiej, wspaniałymi meldunkami z połowów, nienaruszone łowiska skandynawskie. Ergo, bezwzględne zabieranie wszystkich złowionych ryb jest wrogie naturze.
Jeżeli np. w jakimś łowisku egzystuje duża ilość karpi, ale za to niewiele ryb miejscowych, jak liny lub też karasie, powinno być możliwe wypuszczanie ryb tych właśnie gatunków, niezależnie od okresów ochronnych i wielkości połowu. Zabierane powinny być raczej karpie. Wyrównałoby to sensownie i ekologicznie, popełnione w przeszłości, przy zarybianiu błędy. Zabijanie wszystkich wymiarowych ryb, zabija na dłuższa metę równowagę łowiska.


Bicie piany - tworzenie mitów - polowanie na czarownice
Gorzką rzeczywistością są nieprzemyślane akcje niektórych klubów i związków wędkarskich. Nawołują one w swoich publikacjach do istnego "polowania na czarownice" na wędkarzy, którzy wypuszczają złowione ryby. Przy tym mobbingują one mniejszości, które co roku płacą składki. Właśnie te mniejszości, może 20% wszystkich wędkarzy, troszczą się o ochronę: środowiska naturalnego, zwierząt i ryb a także łowisk.
Do tego zaliczają się m.in. muszkarze, którzy z powodów leżących na dłoni, wypuszczają ponad przeciętnie dużo złapanych ryb. Gdzie dziś były by programy takie, jak "Łosoś 2000" bez właśnie tych mniejszości? Niemniej jednak, tym właśnie osobom robi się złą renomę, atakując je bezmyślnie. To właśnie szkodzi rybom, a nie ostrożne wypuszczanie podczas łowienia hakami bez zadziorów, bezwęzłowymi podbierakami i specjalnymi matami do odhaczania.
A co dotyczy, często słyszanej wypowiedzi w stronę muszkarzy, że na łowiskach C&R, musi być gwarantowany połów, zauważamy raczej przeciwieństwo. Wprawdzie stan większych i dużych ryb jest na takich odcinkach rzek dobry i szansa sukcesu o wiele większa, ale nie oznacza to, że pstrągi same wskakują do podbieraków. Dlaczego? Ponieważ ryby te mogły się na grożące im niebezpieczeństwa przygotować i to przez dłuższy okres czasu. W przeciwieństwie do pożałowania godnych ryb, w cieszących się ogólną akceptacją, specjalnych łowiskach pstrągowych i innych. Z punktu widzenia catch&release, musi nastąpić zmiana w myśleniu i zachowaniu zarządów kół i związków wędkarskich. Czas jest w sumie na to idealny. W końcu inne mniejszości przebiły się ze swoimi postulatami przeciw np. koszernemu zabijaniu zwierząt (uwaga tłum. w EU nie wolno zabijać w rzeźniach zwierząt rytualnie, np. koszernie. Polega to na tym, że np. owcy przecina się gardło i czeka aż zwierze się wykrwawi), więc może i wędkarze będą mogli pozwolić złapanym rybom nadal wolno pływać.

Wszystko zgodnie z prawem
Sytuacja prawna, np. w Badenii-Wurtenbergii, wyraża się wyraźnie pozytywnie na rzecz wędkarzy. Przy czym zwracam uwagę, że nie jestem prawnikiem. Mimo wszystko, ani jeden punkt w badeńskim prawie wędkarskim czy też w regulaminach, nie zabrania wypuszczania złowionych poza okresem ochronnym, wymiarowych ryb. Naturalnie nie należy złowionych ryb godzinami traktować jako przedmioty i rekwizyty do pamiątkowych fotografii. Zwierzętom nie wolno zadawać bólu, męczyć ich lub bez powodu zabijać.

Teraz należy jeszcze przyjrzeć się innym wymiarom i ich proporcjom. W czasach, kiedy od Jez. Bodeńskiego do wybrzeża Morza Północnego, codziennie tysiące ryb, ginie w męczarniach, dusząc się w sieciach rybackich, ostrożne wypuszczanie złowionych ryb nie powinno stanowić najmniejszego problemu. Podejście do problematyki jest niestety nieodpowiednie i po prostu złe.

Tłumaczenie: Piotr Flor
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 487
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 1,312.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 487 / 518
487 / 518

Re: "CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

Postprzez niecio21 » 18 cze 2009, o 12:20

"Uwagi o odłowach, zarybieniach i ochronie szczupaka w jeziorach Polski" - Doc. dr hab. Arkadiusz Wołos, Zakład Bioekonomiki Rybactwa Instytut Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie

W latach 1991-1992, jeszcze jako tzw. młody pracownik naukowy, uczestniczyłem w kursie zarządzania akwakulturą i rybactwem w Uniwersytecie w Hull oraz w kursie marketingu w Koledżu Sparsholt. O samym szczupaku na tych kursach nie było mowy, ale ze szczupakiem wiążą się trzy epizody, które zapadły mi głęboko w pamięć.

Pierwszy, to wycieczka do Doncaster, gdzie odbywały się ogólnokrajowe targi wędkarskie i wrażenie, jakie - wśród "eksponatów" kilkudziesięciu stoisk różnych firm - zrobił na mnie zwykły katalog firmy turystycznej oferującej wyprawy na wędkowanie do Irlandii, a raczej "wkładka" do katalogu przedstawiająca mapę z najlepszymi łowiskami szczupaka oraz przepisy obowiązujące wędkarzy w trakcie łowienia tego gatunku. Owe przepisy w największym skrócie były następujące: wędkarz mógł złowić, zabić i zabrać ze sobą 1 sztukę szczupaka o masie do 3 kg. Wszystkie większe i mniejsze sztuki musiał wypuścić z powrotem do wody.

Epizod drugi miał miejsce w łososiowo-trociowym łowisku w miejscowości Christchurch, w przyujściowym odcinku angielskiej rzeki Avon, gdzie przy zaostrzonych przepisach regulujących połowy ryb łososiowatych, szczupaka nie obejmowała żadna ochrona, a wprost przeciwnie - każdy złowiony osobnik nie mógł być wypuszczony do wody, i sam widziałem kilka szczupaków z przetrąconymi kręgosłupami, wyrzuconych przez wędkarzy do zwykłych koszy na śmieci!

Trzecie wydarzenie, to "zwiedzanie" łowiska Broadlands Lake - 11-hektarowego zbiornika pożwirowego, w którym wraz z kolegami z Polski i wykładowcami koledżu miałem okazję powędkować. Był początek lutego, a zarazem początek sezonu szczupakowego, który w tym łowisku trwał tylko zimą i jesienią - celowo w tym okresie, aby w trakcie wędkowania (i wypuszczania wszystkich złowionych szczupaków!) zredukować do minimum możliwości wystąpienia śnięć, które w miesiącach letnich mogły być nasilone z uwagi na wysokie temperatury wody. Latem w łowisku Broadlands królował karp i inne gatunki spokojnego żeru, szczupaki zaś odpoczywały. Pochodziły one z zarybień (najczęściej były to przerzuty z pobliskich rzek łososiowych) i z tego co pamiętam średnia dawka zarybieniowa wynosiła w ciągu roku około 100 kg/ha. Szczupaki łowiono wyłącznie na żywca - małe pstrążki tęczowego zakupowane u menedżera łowiska, i jak wspomniałem wszystkie ryby po złowieniu były delikatnie odhaczane, ewentualnie fotografowane i wpuszczane z powrotem do wody. W trakcie naszego testu, trwającego około 1,5 godziny, złowiliśmy i wypuściliśmy kilkanaście szczupaków, w tym trzy 5-kilogramowe i jednego - największego o masie około 9 kg.

Czego dowodzą przedstawione epizody? Na pewno tego, że nie tylko w Polsce, ale i w krajach Europy Zachodniej szczupak jest różnie traktowany, będąc tak jak w Irlandii super-wędkarską zdobyczą podlegającą szczególnej ochronie - co jest jedną z podwalin istnienia słynnego na całą Europę irlandzkiego "wędkarskiego raju", rybą wysoce komercyjną jak w klasycznym łowisku "put-and-take" Broadlands Lake (chociaż też specyficznie chronioną), ale nawet w tym samym kraju co Broadlands - także rybim wyrzutkiem, gatunkiem delikatnie mówiąc niechcianym, a wręcz w barbarzyński sposób tępionym.

Po tej krótkiej wycieczce na wyspy brytyjskie wróćmy jednak na nasze polskie podwórko, tak jak i ja pełen entuzjazmu i nabytej wiedzy wróciłem do swojej pracy naukowej i wędkowania w mazurskich jeziorach. A okres był to zaiste burzliwy. Dotychczasowy monopolista - państwowe gospodarstwa rybackie (PGRyb), użytkujące około 90% powierzchni jezior w Polsce, zostały zlikwidowane, następnie jak to się określało zrestrukturalizowane. Powstały nowe podmioty gospodarcze, a jeziora zostały w znakomitej większości wydzierżawione, a w równie znakomitej mniejszości (co dotyczy z reguły niewielkich jezior o statusie tzw. zbiorników hydrologicznie zamkniętych) sprzedane.

Jak wygląda sytuacja szczupaka w naszych jeziorach teraz, czy coś się zmieniło w stosunku do lat poprzednich, słowem czy i jak przeprowadzone zmiany własnościowe w rybactwie wpłynęły na status tego cenionego gatunku? Nie zapominajmy przy tym, że całe rybactwo nie działa w próżni, ale w określonych warunkach środowiskowych, gospodarczych, ekonomicznych, społecznych, administracyjnych, prawnych. To skomplikowany system naczyń połączonych, na który dodatkowo mają wpływ czynniki z pozoru nieistotne, jak przykładowo modna obecnie globalizacja. Tak, choć wydaje się niemożliwe, to właśnie globalizacja związana z produkcją węgorza w farmach azjatyckich miała także przemożny wpływ na całe rybactwo jeziorowe w Polce, a w tym i na naszego głównego bohatera - szczupaka (ale o tym nieco dalej).

Zanim przejdę do konkretów, a więc danych o odłowach i zarybieniach, a następnie wynikających z nich wniosków, jedna krótka, ale symptomatyczna dygresja. Po powrocie z Anglii podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami ze znanym profesorem, autorem mądrych książek, jednym z uznanych autorytetów w dziedzinie rybactwa. Z zapałem opowiedziałem jak się podchodzi do ochrony i gospodarowania szczupakiem w Irlandii, zwracając szczególną uwagę na obowiązek wypuszczania złowionych przez wędkarzy dużych okazów. - No tak - cytuję z pamięci słowa autorytetu - ale przecież to jest nieracjonalne, ponieważ duże szczupaki mają bardzo wysoki współczynnik pokarmowy (dla nieobeznanych z fachową terminologią wyjaśniam, że współczynnik pokarmowy oznacza, jaką masę - ściślej ile jednostek masy - ryb musi spożyć szczupak, aby zwiększyć swoją masę o daną jednostkę, np. współczynnik pokarmowy równy 2 oznacza, że drapieżnik musi upolować 2 kg ofiar, aby podrosnąć o 1 kg). I jest to najprawdziwsza prawda: młode szczupaki rosną bardzo szybko, zużywając na jednostkę swoich przyrostów znacznie mniej pokarmu niż szczupaki stare. Gdyby jednak bezkrytycznie przyjąć przytoczoną argumentację, oznaczałaby to ni mniej ni więcej, iż w Irlandii gospodaruje się nieracjonalnie, bo wypuszczając duże drapieżniki wędkarze przyczyniają się do nadmiernego redukowania pogłowia innych gatunków. A do tego jeszcze te wolne tempo wzrostu, dajmy na to takiego 15-kilogramowego metabolicznego leniucha... I nie ważne, że na swoje przyrosty "przerabia" więcej ofiar - z reguły ryb małocennych, często o słabej kondycji, a nawet zwyczajnie chorych.

W swoim archiwum w Instytucie mam dane o odłowach rybackich z jezior, dokonywanych przez PGRyb w latach 1956-1986. Potem, gdy nasz cały system się walił, zawaliły się też centralnie prowadzone statystyki o rybactwie. W latach 90. spróbowaliśmy je reaktywować za pomocą badań ankietowych, i dzięki znakomitej współpracy z większością gospodarstw rybackich udało się nam zebrać informacje o produkcji rybackiej z około 80% powierzchni jezior Polski. Od 1998 roku prowadzimy także systematycznie badania ankietowe wędkarzy; co roku badamy 500-600 wędkarzy łowiących ryby w jeziorach 6-7 gospodarstw rybackich z terenu Mazur, Pomorza, Kujaw i Wielkopolski. Niech więc teraz przemówią liczby.

Powierzchnia jezior użytkowanych rybacko w Polsce wynosi około 270 tys. ha i tyle mniej więcej jezior użytkowały PGRyb, odławiając w latach 50. i 60. XX wieku od 520 do 780 ton szczupaka rocznie, w latach siedemdziesiątych 270-550 ton i w latach osiemdziesiątych 140-320 ton. Widać więc wyraźny, systematyczny spadek tych odłowów.

Ile szczupaka łowili wtedy wędkarze? Odpowiedzi na to pytanie udzieliły wyniki ogólnopolskich badań ankietowych wędkarzy (lata 1978-1979) prowadzonych przez IRS we współpracy z ZG PZW. Okazało się, że statystyczny wędkarz łowił 56 kg ryb rocznie, w tym 9,2 kg szczupaka, co stanowiło 16,4% masy złowionych ryb. Globalne wędkarskie odłowy tego gatunku w jeziorach szacowano na około 1600 ton, co oznacza, że były one 3-4 razy większe niż odłowy gospodarcze (w tych drugich szczupak stanowił tylko 4,3%).

Porównanie tych liczb jest aż nadto wymowne i nie wymagałoby komentarza, gdyby nie wrodzona skłonność niemal wszystkich wędkarzy do obwiniania wyłącznie rybaków za pogarszający się stan pogłowia szczupaka w naszych jeziorach. A gdzie eutrofizaja z jej wybitnie negatywnymi skutkami, że jedynie wspomnę o masowych zakwitach glonów, spadku przezroczystości wody, pogorszeniu warunków tlenowych, zanikaniu zanurzonych roślin naczyniowych? A gdzie masowy, niekontrolowany rozwój rekreacji z jej pączkującą pseudo-infrastrukturą, zaprzeczający wszelkim regułom ochrony ekosystemów wodnych? Gdzie nieodłączne elementy tej infrastruktury: pomosty, mola, porty, wybetonowane nabrzeża, słowem wszystkie te wynalazki, które bezpowrotnie niszczą strefy litoralowe jezior? A kłusownicy, kormorany i... właśnie my - wędkarze? O tzw. wędkarskiej etyce nawet nie wspomnę...

Po burzliwym okresie transformacji rybactwa, zdecydowana większość jezior została przekazana w rybackie użytkowanie nowym pomiotom gospodarczym, powstałym najczęściej na bazie byłych gospodarstw państwowych. W latach 2000-2002 podmioty te odławiały średnio 272 tony szczupaka rocznie. W tym samym czasie wędkarze łowili średnio 1300 ton w ciągu roku, co oznacza, że były to odłowy 4,8-krotnie wyższe niż rybackie. Zarówno jedne, jak i drugie były znacznie niższe niż w latach 60. i 70., ale wyraźna przewaga na korzyść wędkarskich utrzymała się, a nawet pogłębiła. Chcę dodatkowo podkreślić, że z naszych analiz wykluczyliśmy skrajnie wysokie odłowy wędkarzy, o czym szczegółowo napisałem w raporcie "Stan rybactwa jeziorowego w 2001 roku". Przytaczam ten fragment niemal w całości, gdyż mówi nam wiele o presji wywieranej na szczupaka, a także o wspomnianej "wędkarskiej" etyce: "Z analizy ankiet wędkarskich dotyczących połowów w jeziorach gospodarstwa w Mrągowie wykluczyliśmy kwestionariusze, w których wędkarze podali niewspółmiernie wysokie dane o swoich połowach. Ściślej - odrzuciliśmy 10 wędkarzy, z których każdy deklarował odłów powyżej 300 kg w ciągu roku, a sumaryczna masa odłowionych ryb osiągnęła niemal 5170 kg, w tym 1720 kg szczupaka i 462 kg węgorza.(...) Bliższy "wgląd" w informacje zawarte w odrzuconych ankietach pozwolił doszukać się kilku zasadniczych cech łączących wszystkich 10 wędkarzy. Po pierwsze, wszyscy zamieszkują w bardzo niewielkiej odległości od jezior - od 0,1 do 2,5 km (śr. 0,88 km), po drugie - spędzają bardzo dużo czasu na wędkowaniu - średnio około 100 dni w roku na wędkarza, przy czym na okres sezonu turystycznego (czerwiec-sierpień) przypada 48 dni, a więc 16 dni w miesiącu. Wszyscy wędkują w jeziorach nad którymi doskonale rozwinięta jest baza rekreacyjna i gastronomiczna, w tym liczne pensjonaty, pola namiotowe, bary, smażalnie (np. jez. Probark, Juksty, Wierzbowo). Najprawdopodobniej wszyscy wędkują niejako "zawodowo", dostarczając świeże ryby do wymienionych punktów bazy turystyczno-gastronomicznej. Warto zwrócić uwagę na to zjawisko, wielokrotnie sygnalizowane przez kolegów z branży, także z terenu Poj. Pomorskiego, ale jak do tej pory nigdzie nie udokumentowane. Z pewnością zjawisko społeczne o wcale nie marginalnych implikacjach gospodarczych, w pewnym sensie nielegalne, ale z pewnością pomocne w łataniu skąpych na tych terenach budżetów rodzinnych..."

Jak wyglądały w porównywanych okresach zarybienia szczupakiem? Zanim przejdę do ich omówienia, wrócę na chwilę do zasygnalizowanego już wcześniej wątku "węgorzowego". W latach 70. i 80. rybackie odłowy węgorza sięgały rocznie 600 - 800 ton, a sam węgorz stanowił niemal 50% całkowitych przychodów gospodarstw rybackich. Dlatego też i polityka zarybieniowa tych gospodarstw skoncentrowana była w znacznym stopniu na węgorzu, tym bardziej że materiał zarybieniowy tego gatunku był bardzo tani i powszechnie dostępny. Siłą rzeczy zarybianiu innymi gatunkami, w tym szczupakiem, nie poświęcano tyle uwagi (co oczywiście nie oznacza, że szczupakiem nie zarybiano w ogóle). W latach 90. nastąpiła jednak wysoce symptomatyczna zmiana: z powodu malejącej podaży i wysokich cen narybku szklistego węgorza, najpierw znacznie zredukowano, potem niemal całkowicie zaprzestano zarybiania jezior tą najbardziej poszukiwaną formą materiału, a w zamian znacznie zintensyfikowano zarybienia innymi gatunkami, w tej liczbie i szczupakiem. Fakt, że częściowo zmiany te zostały podyktowane przez umowy dzierżawne obligujące gospodarstwa rybackie do dokonywania zarybień o wartości co najmniej 15% wartości odłowionych ryb, ale w bardzo wielu przypadkach są rezultatem większego zrozumienia potrzeb i preferencji wędkarzy (świadczą o tym m.in. prowadzone właśnie przez nas badania ankietowe; na pytanie - w jakim celu prowadzi się zarybienia szczupakiem, na 20 gospodarstw 15 deklaruje, że głównie pod kątem potrzeb wędkarzy, 5 twierdzi, że w głównie w celach rybackich).

Obecnie szczupak zajmuje pierwsze miejsce zarówno pod względem liczby gospodarstw zarybiających swoje jeziora poszczególnymi gatunkami, jak i pod względem powierzchni zarybianych jezior. W badanych przez nas gospodarstwach widać wyraźne efekty tych zarybień - wzrosły nie tylko odłowy gospodarcze, ale także wędkarskie (np. w jeziorach gospodarstwa w Mrągowie od kilku już lat szczupak stanowi ponad 20% masy łowionych przez wędkarzy ryb).

Z pewnością przedstawione pokrótce zmiany będą postępowały nadal. Nie oznacza to jednak, i co do tego nie miejmy żadnych złudzeń, że kiedyś będziemy Szwecją, Finlandią, czy ukochaną przez Piotrka Piskorskiego Irlandią. Wystarczy, że porównamy wielkość istniejących w tych krajach zasobów wód śródlądowych. Tylko dwa szwedzkie jeziora - Wanern (560 tys. ha) i Wattern (190 tys. ha) mają razem powierzchnię większą niż wszystkie wody w Polsce (łącznie ze stawami i częścią większych rowów melioracyjnych), i ponad 2 razy większą niż nasze jeziora. Fińskie Inari jest około 10 razy większe od Śniardw, a jego powierzchnia (115,3 tys. ha) jest równa powierzchni jezior w woj. warmińsko-mazurskim. Trzy największe jeziora Irlandii: Lough Neagh, Corrib i Erne (razem około 70 tys. ha) zajmują 1 powierzchni jezior użytkowanych rybacko w Polsce. A wszystkie te kraje razem wzięte zamieszkuje mniej niż połowa, biednej w porównaniu z nimi ludności Polski... W ten sposób do uwarunkowań o charakterze geograficznym dochodzą dodatkowo zjawiska demograficzne i wręcz banalnie ekonomiczne.

Na przekór tym wszystkim czynnikom jestem jednak umiarkowanym optymistą. Przystąpiliśmy do Unii, uruchamiamy coraz więcej oczyszcalni ścieków, tworzymy wokół jezior kolektory usuwające ścieki z miejscowości i ośrodków rekreacyjnych, modernizujemy wylęgarnie, obalamy obowiązujące do niedawna kanony racjonalnej (czytaj: wyłącznie pro-produkcyjnej) gospodarki rybackiej, tworzymy nowoczesne modele rybackiego gospodarowania. Poprawa stanu pogłowia szczupaka w naszych jeziorach (ale także i wielu innych wodach) nie będzie jednak nagła, ale może być tylko procesem wieloletnim. Rekapitulując, proces ten będzie się wiązał m.in. z następującymi konkretnymi działaniami i zjawiskami natury ogólniejszej:
kreowaniem specjalnych łowisk szczupakowych (vide prywatne jezioro Piaseczno, czy jez. Karpno, dzierżawione przez Przedsiębiorstwo Rybackie Złocieniec Sp. z o.o.) z indywidualnym wprowadzaniem wymiarów i limitów oraz innych przepisów chroniących szczupaka;
poprawą stanu czystości wód;
zaprzestaniem dewastacji strefy litoralowej i przybrzeżnej;
skuteczniejszą egzekucją prawa wodnego, ustawy o rybactwie, rozporządzeń i regulaminów chroniących ichtiofaunę;
postępującymi zmianami w mentalności wędkarzy, ichtiologów i rybaków;
szeroko pojętą edukacją ekologiczną;
redukcją bezrobocia i wzrostem zamożności społeczeństwa.
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 487
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 1,312.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 487 / 518
487 / 518

Re: "CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

Postprzez niecio21 » 18 cze 2009, o 12:21

"Wypuszczaj je właściwie - Chwytanie szczupaka" - Pete Maina, Esox Angler, Winter Issue

Prawidłowy chwyt szczupaka, lub sposób użycia specjalnego "chwytaka" - Grip'a jest niezmiernie ważny, mimo że w dużej mierze nie zwracamy uwagi na ten aspekt wypuszczania ryb. Wszyscy jesteśmy winni gdy automatycznie zakładamy, że ludzie wiedzą pewne rzeczy. Podstawy po prostu muszą być ciągle omawiane jako przypomnienie dla niektórych weteranów, którzy z czasem stali się nieostrożni, jak również jako ważne informacje dla tych, którzy dopiero poznają ten sport.

Wiem, że prawidłowy sposób chwytu pod skrzela szczupaka, lub generalnie samo trzymanie ryby, jest czymś co sam zbyt często zakładam że wędkarze znają. Jest to jednak naprawdę poważne niedopatrzenie, ponieważ kiedy ryba jest zmęczona, czekając na wyciągnięcie haków i powinna znosić najmniej jak to możliwe dodatkowego stresu, wówczas nie jest to właściwy moment na grzebanie się z uchwytem z głową ryby poza wodą, lub na lekcję jak ją trzymać. Pamiętaj, że sekundy mogą tu być krytyczne, szczególnie w ciepłej wodzie.

Pewnie, przechodziłem przez ten temat z niektórymi moimi klientami jako przewodnik, jak również z moimi partnerami na łodzi przed faktem (oni najczęściej jako jedyni pytali). Częściej jednak, kończyłem błyskawicznymi kursami podczas wspomnianych wypraw, lub po prostu sam chwytałem rybę i podawałem im - kierując ich ręce i palce w odpowiednie miejsca. Oczywiście, zabiera to więcej czasu.

W końcu uderzyło mnie to w środku sezonu '99 (czasem jest to niezwykłe jak wiele razy musi mnie coś uderzyć zanim zaskoczy pomysł), kiedy dwa dni z rzędu, dość doświadczeni ludzie, wędkujący ze mną, złapali ładną rybę. To byli ludzie, którzy złapali już znaczną ilość szczupaków i wcześniej podbierali ryby... teraz skończyli z palcami w złych miejscach. To doprowadziło do krwawienia z obu stron (ryby i wędkarza). Zdałem sobie sprawę, że oni znali podstawy, ale nie byli całkowicie pewni, co do uchwytu.

To proste, że znajomość prawidłowego obchodzenia się z rybą jest ważna, rozważmy więc różne opcje. Podczas podbierania mniejszego szczupaka - wszystko jest oczywiście relatywne do wielkości dłoni wędkarza - ryba może być chwycona "za kark", zaraz za pokrywami skrzelowymi (nigdy nie wywieraj nacisku na same pokrywy) co zapewnia dobrą kontrolę i nie jest szkodliwe dla naszej zdobyczy. Osobiście, mogę chwycić w ten sposób rybę do 40 cali długości. Wyjątek stanowią osobniki bardzo masywnie zbudowane.

Szczupak może być również podbierany i trzymany chwytem jedną ręką za nasadę ogona i podtrzymywany drugą pod brzuchem w pozycji horyzontalnej. Jedyną wadą tej metody jest kontrola. Kiedy ryba zacznie się szamotać, nie ma sposobu na jej utrzymanie. Tym niemniej ten uchwyt jest dobry dla ryby i umożliwia zrobienie ładnego, szybkiego zdjęcia. Podczas używania tego chwytu, dla bezpieczeństwa ryby, trzymajmy ją nad lub blisko burty łodzi, z głową skierowaną na zewnątrz łodzi. W ten sposób, jeśli stracimy panowanie nad zdobyczą, trafi ona tam gdzie należy.

Najważniejszy jednak jest uchwyt pod skrzela. Każdy poważny łowca szczupaków powinien wiedzieć jak go wykonać. W rzeczywistości jest to jedyny efektywny sposób uchwytu zapewniający kontrolę nad dużymi esoxami. Uchwyt wymaga włożenia palca wskazującego (dowolnej ręki, która jest najbardziej wygodna dla wędkarza) i kolejnych palców pomiędzy skrzela a pokrywę skrzelową, gdzie są przyczepione do dolnej szczęki. Kciuk tej samej dłoni należy oprzeć o brzeg dolnej szczęki.

Brzmi całkiem prosto i rzeczywiście jest, jednak wielu ludzi ma z tym problemy. Występuje tu pokaźne potencjalne ryzyko uszkodzenia ryby i wędkarza. Skrzela są rybimi płucami i mogą łatwo zostać uszkodzone i obficie krwawić. Jeśli są rozdarte (możliwe podczas rzucania się), to może to potencjalnie zabić rybę. Z tyłu łuków skrzelowych (po trzy z każdej strony) znajdują się wyrostki skrzelowe, które w zasadzie są rzędami wyjątkowo ostrych igiełek. Owe wyrostki skrzelowe są tam, aby uniemożliwić upolowanej rybie wyślizgnięcie się poprzez otwory skrzelowe i zrobią to samo grupie palców, jeśli znajdą się tam gdzie nie należy. Uwierzcie mi, mogą naprawdę "nabałaganić" na ręce wędkarza.

Po prostu włóż i upewnij się, że palce znajdują się pomiędzy pokrywą a łukami skrzelowymi. Jest to moment, w którym wędkarze popełniają najwięcej błędów. Widziałem wielu ludzi, którzy po prostu wtykali tam swoje palce, bez żadnego pojęcia gdzie tak naprawdę je ułożyć, bezładnie grzebiąc palcami w ogólnej strefie, bez całkowitego przekonania co do tego - tylko mając nadzieję. To najczęściej powoduje odwet ryby. Złapanie uchwytu, prawidłowego lub nie, może zabrać kilka minut, jeśli wędkarz będzie używał tej "złap byle gdzie" metody. Każda dodatkowa upływająca sekunda może być o jedną za długo dla zestresowanej ryby.

Najbardziej efektywny sposób, który za każdym razem skutkuje ułożeniem palców we właściwym miejscu, to wprowadzenie pierwszych dwóch palców pod pokrywę skrzelową w dolnej części, najbliżej ogona (patrz rysunek). Dla niedoświadczonych w tym uchwycie, pomocne będzie przewrócenie ryby na jej bok, drugą ręką podtrzymując za nasadę ogona. Wsuń palce pod pokrywę i z lekkim naciskiem przesuwaj naprzód (tak aby pierwsze dwa palce delikatnie podniosły dolny brzeg pokrywy skrzelowej) wsuwając palce do środka, mniej więcej do drugiej kostki. Utrzymując stały nacisk, gładko i szybko wsuń je do przodu do momentu aż się zatrzymają w miejscu, w którym błona skrzeli łączy się z dolną szczęką. Połóż kciuk na brzegu dolnej szczęki (mocno, pewnie... masz odpowiedni uchwyt) i podnieś rybę aby włożyć ją ponownie do wody, lub zatrzymaj do szybkiego zdjęcia, podtrzymując w tym czasie (drugą ręką) ciężar ryby pod brzuchem, w najbardziej zbalansowanym punkcie.
Zaczynając od dolnej krawędzi pokrywy skrzelowej i utrzymując delikatny nacisk skierowany na zewnątrz, możesz być pewien, że twoje palce dotrą do odpowiedniego miejsca - pomiędzy pokrywę a łuki skrzelowe. Kiedy patrzysz na zdjęcia wędkarzy trzymających duże ryby, wszystkie palce znikną pod pokrywą. To dobrze, ponieważ oznacza to, że ryba jest duża. Upewnij się jedynie, że reszta palców pozostaje pomiędzy pokrywą a skrzelami. Kciuk położony na brzegu dolnej szczęki służy dwóm celom. Po pierwsze pomaga w kontroli i zdaje się skutkować, w większości wypadków, brakiem szamotania się ryby. Jak również ochrania kciuk (jeśli się nim kręci) przed zakończeniem w niepożądanym miejscu, jeśli ryba zacznie się wyrywać. Zabrałem dwóch facetów do szpitala na zszycie kciuków, po tym jak skończyły w kącie rybiego pyska podczas mocnej szamotaniny. Zęby szczupaka mogą naprawdę narobić pewnych szkód.

Jeśli nie jesteś pewien jak prawidłowo złapać ten uchwyt, lub nigdy wcześniej go nie robiłeś, upewnij się, że się go nauczyłeś zanim ponownie wyruszysz na szczupaki. Samo czytanie tego artykułu i przeglądanie zdjęć nie wystarczy. Ćwicz. Bardzo pomocny jest sztuczny lub spreparowany szczupak z rozszerzonymi skrzelami. Znajdź takiego, zorientuj się w sytuacji i ćwicz. Staraj się patrzeć na to co robisz. Później, to może być dobrym pomysłem, pójdź nad dobre szczupakowe łowisko (nawet jeśli ryby będą małe) i opanuj ten uchwyt.

To sprawi ogromną różnicę kiedy spróbujesz podebrać swój następny okaz. Dla twego dobra i ryby, to jest konieczność. Upewnij się, że każdy kto z tobą wędkuje wie jak to zrobić. Ucz swoich kolegów wędkarzy, tak aby nie zrazili się po pierwszych doświadczeniach. Zawsze pamiętaj, że istnieje tu ryzyko odniesienia poważnych obrażeń. To może naprawdę zrujnować wycieczkę. Wytrzymaj kiedy ryba się szamocze. Nie upuść jej tylko na podłogę łodzi. Utrzymaj uchwyt. Jeśli ryba jest nad wodą, wówczas mamy inną historię. Możesz po prostu ją wypuścić.





Kiedy dojdzie do trzymania ryby do zdjęcia, szczególnie tych większych sztuk, podtrzymywanie ciężaru ryby drugą ręką jest bardzo ważne. Na temat czy poważne obrażenia ryby mogą pojawić się przy braku podtrzymywania, czy też nie, toczona jest otwarta dyskusja. Jednak wszyscy się zgodzą i wspólne zmysły nam podpowiadają, że trzymanie pionowe bez podtrzymywania jest przynajmniej potencjalnym zagrożeniem i zdecydowanie stwarza mniejszą kontrolę nad rybą. Chwyt horyzontalny (co jest naturalne) lub na wpół pionowy równomiernie podtrzymując ciężar jest zdecydowanie lepszą sytuacją dla ryby.

Tematem, który musisz rozważyć za każdym razem - i o którym już dużo słyszałeś w tym artykule - jest czas. Nie ma wogóle potrzeby trzymanie ryby do zdjęcia dłużej niż około 5 do maksymalnie 15 sekund. Z dzisiejszymi doskonałymi aparatami (również stosunkowo nie drogimi) wszystkie zdjęcia, których możesz potrzebować można pstryknąć w tym przedziale czasowym. Ze wszystkich aspektów wypuszczania, im szybciej tym lepiej! To jest tylko kolejny powód, że wiedza jak prawidłowo trzymać szczupaka jest taka ważna.


Inne metody podbierania i trzymania, w których nie mam doświadczenia, ale słyszałem o nich od doświadczonych wędkarzy są skuteczne i najbardziej pewne przy użyciu osęk i "chwytaków" - Boga Grip (wiem, że osęka brzmi naprawdę okropnie, ale niektórzy uważają ją za doskonałe narzędzie). Nie sugeruję ich użycia, ale czasopismo Esox Angler mile widzi każdą informację od doświadczonych wędkarzy używających tych metod.
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 487
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 1,312.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 487 / 518
487 / 518

Re: "CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

Postprzez niecio21 » 18 cze 2009, o 12:23

"Wypuszczaj je właściwie - Sumienny C&R" - Frenk Elings, Esox Angler, Fall Issue

Tak, wiem. Wszyscy myślimy, że robimy dobrą rzecz i wszyscy chcemy zdjęcie tej okazałej ryby. Holuj ją bezpiecznie, wyciągnij z wody i zrób szybko zdjęcie, poczym jeśli to konieczne reanimuj i wypuść, aby zmierzyć się z nią innego dnia. Jak na razie nieźle.

Jednak czy na pewno? Jak dużo zrobiłeś zdjęć trzymając tego potwora pionowo za szczękę? Dlaczego to takie ważne?

Pozwólcie, że wytłumaczę jak wciąż możecie poprawić swoją technikę 'catch&release' (złów i wypuść).

Każdy kto wędkuje w podstawowy sposób wie, że ryby poruszają się w wodzie horyzontalnie. Zostały zbudowane do życia w zakresie ciśnienia wody i w środowisku, w którym to ciśnienie może podtrzymywać wagę ich ciała.

Rodzina szczupakowatych jest doskonałym przykładem bardzo szybkiego i efektywnego gatunku drapieżcy, ze długim, smukłym ciałem. Wyciągnięcie ryby z wody i trzymanie jej do zdjęcia w pionie, może być druzgocące dla ryby po jej uwolnieniu.

Hmmm... zobaczmy. Jest piękny jesienny ranek i w końcu złapałeś 10 kilowego szczupaka. Po odpowiednim holu, doprowadziłeś rybę do łodzi, pochylasz się, wkładasz jedną rękę pod skrzela i wciągasz ją do łodzi. Twój partner sięga po aparat kiedy ty trzymasz zdobycz w pionie. Szczęka i więzadła w tej części ciała nie są stworzone do utrzymywania całego ciężaru. Połączenie pomiędzy kręgosłupem a głową jest pod nienormalnym obciążeniem, co może łatwo prowadzić do uszkodzenia nerwu. Uwolniona ryba w takim stanie może umrzeć po kilku minutach od wypuszczenia. Wielu wędkarzy wie jak używać "chwytaka", ale tutaj w Holandii powszechnie wiadomo, że duże okonie odnoszą wiele uszkodzeń szczęki po nie podpartym użyciu tego urządzenia.

"Nie wiedziałem tego" - mówisz? To nie wszystko.

Razem z urazami głowy i kręgosłupa, pionowo trzymana ryba może także cierpieć z powodu przesuniętych organów wewnętrznych. Trzymając rybę pionowo, ryzykujesz przesunięciem nerek, wątroby, gonad, serca i innych. Duże ryby takie jak szczupak, ale także sandacze i inne, które są podnoszone za głowę (szczękę lub skrzela) bez podtrzymywania przez wodę narażone są na ciężkie obrażenia organów wewnętrznych.

Tak... wiem. Trzymałem ryby pionowo przez wiele lat i też myślałem, że jestem doskonałym wędkarzem praktykującym C&R. Wszyscy możemy się nauczyć czegoś nowego. Zrób przysługę sobie i rybom. Kiedy wyciągasz dużą rybę z wody, od razu podtrzymuj ją w horyzontalnej pozycji. Jeśli konieczne jest zrobienie zdjęcia, zrób to szybko i uwolnij rybę najszybciej jak to możliwe. Nie używaj bezpośrednio haka wagowego. Jeśli chcesz zważyć swoją zdobycz, zrób to w swojej siatce.

Pomyśl o tym następnym razem podbierając okazałą rybę, gdyż jest duża szansa, że nasze dzieci będą ją mogły złowić ponownie w przyszłości.
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 487
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 1,312.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 487 / 518
487 / 518

Re: "CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

Postprzez niecio21 » 18 cze 2009, o 12:24

"Wypuszczaj je właściwie - Styl brytyjski" - David Lumb, Esox Angler, Summer 2002

W Wielkiej Brytanii, metoda złów i wypuść stała się normą, wśród wędkarzy łowiących szczupaki, 40 lub więcej lat temu. Większość połowów szczupaka odbywa się przy użyciu żywej lub martwej przynęty i w przeszłości powszechne było czekanie z zacięciem na drugi odjazd ryby, w czasie gdy ryba połykała przynętę. To często owocowało głęboko połkniętymi hakami i śmiercią szczupaka. Nie ma problemu jeśli zdobycz ma zostać zatrzymana. Jeśli jednak pragniemy ją wypuścić, stanowi to duży problem. Kiedyś około lat 50-tych i 60-tych zostały wynalezione systemiki/zestawy służące udanemu, natychmiastowemu zacięciu. W tych systemikach/zestawach były używane mniejsze potrójne kotwiczki, rozmiar 6 stał się wówczas przyjętym standardem i były umieszczane na przynęcie zapewniając, że szybkie zacięcie wbije haki w pysk szczupaka. Używając tych systemików/zestawów, zacinać można niemal tak szybko jak tylko szczupak pochwyci przynętę. Jak tylko spławik się porusza, ucieczka może być pewnie zacięta. Przypuszczam, że w USA nazwiecie to "systemikiem/zestawem szybko zacinającym", ale dla wędkarzy brytyjskich jest to po prostu standardowy systemik/zestaw! Dni celowo głęboko zahaczanych szczupaków dawno minęły w Wielkiej Brytanii.

Pomimo tych technicznych ulepszeń, wciąż pojawiają się sytuacje, w których szczupak połyka przynętę niemal natychmiast. Techniki bezpiecznego wyjmowania haków z głębi gardła szczupaka również zostały rozwinięte, co umożliwiło łatwe wydobywanie kotwiczek nawet jeśli znalazły się tak głęboko, że ich nie widać. Spokojnie, pewnie pociągnij za przypon. Gdy zobaczysz tkankę gardła ryby pociągnij do tyłu rybiego pyska i odwróć. Haki staną się widoczne jeden po drugim i mogą zostać wyczepione, poprzez włożenie pary długich szczypiec przez pokrywę skrzelową - jak już się pojawią przed oczami. Powszechnie stosowane jest zagięcie dwóch zadziorów na każdej kotwiczce przed zarzuceniem, pozostawiając trzeci zadzior do utrzymywania przynęty. Proces wyhaczania jest wtedy znacznie prostszy, niemniej nie powinien być używany jako usprawiedliwienie do głębokiego zahaczania szczupaków. Kiedy haki zostaną usunięte, tkanka gardła zwykle wraca do pierwotnej pozycji, a jeśli nie, może być delikatnie wepchnięta szczypcami spowrotem.

Myślę, że nie ma dziś wędkarza w Anglii, który rozważałby przy wyhaczaniu użycie rozwieracza szczęk, aby utrzymać rybi pysk otwarty. W większości przypadków, możliwe jest usunięcie haków trzymając szczupaka jedną ręką z palcami pod pokrywą skrzelową. Jest to metoda, z którą większość ludzi łowiących sztucznymi przynętami już się zapoznała. W większości przypadków pysk ryby otwiera się automatycznie, chociaż czasem wymaga to drobnej perswazji!

Wielu wędkarzy, szczególnie wędkujących z brzegu, preferuje obrócenie szczupaka na grzbiet na specjalnej macie i schylenie się aby go objąć. To postępowanie uspokaja szczupaka i jeśli wsuniecie dwa pierwsze palce swojej lewej ręki (dla praworęcznych), jeden pod każdą pokrywę skrzelową, wsuwając do punktu, w którym się spotykają i podniesiecie, pysk ryby się otworzy niczym zaczarowany. Używając tej techniki masz doskonałą kontrolę nad szczupakiem i dobry widok wewnątrz pyska. Kiedy tylko manipulujesz wokół szczupaczych szczęk, upewnij się, że trzymasz palce z dala od jego zębów i uważaj także na haki. Na pewno nie chcesz zostać przyczepiony do haków, które są również przytwierdzone do szczupaka!

Mierzenie szczupaka dla określenia jego "pozycji" nigdy nie było w zwyczaju w Anglii. Więc, nie ważne jaka metoda była użyta do ich złowienia, kiedy zostały odhaczone, duże sztuki będą ważone. Możliwe jest po prostu powieszenie szczupaka na zestawie wagowym poprzez wprowadzenia haka wagi pod pokrywy skrzelowe i ześlizgnięcie go do połączenia "V" na "podbródku" szczupaka. To nie jest najlepsza metoda. Żywotna ryba może spaść z haka i upaść na ziemię lub dno łodzi. Nie jest to oczywiście dobre dla jej zdrowia.

Rozwiązanie jest proste. Należy umieścić rybę w dużej torbie. Najlepsze z nich są wyprodukowane z gładkiego, gumowanego materiału, posiadającego dziurki odpływowe (aby wyeliminować przesadną wagę ryby spowodowaną dodatkową wodą) i wyposażoną w mocne sznurki bądź paski do wieszania torby na wadze. Takie nosidło podtrzymuje i chroni wewnętrzne organy ryby podczas ważenia i zmniejsza ryzyko przypadkowego upuszczenia.

W sklepach wędkarskich w Wielkiej Brytanii dostępnych jest wiele rodzajów nosideł wagowych. Niektóre zawierają dodatkowe obicie umożliwiające użycie ich jako miękkie miejsce do położenia szczupaka w trakcie odhaczania. Inne mają zamki zapewniające, że ryba nie wyskoczy z torby. Przy tak dużej liczbie rzeczy wydaje mi się, że prostota projektu stwarza najlepsze nosidło ważące. Półkolisty kształt pewnie utrzymuje szczupaka i jeśli jest wystarczająco duże, nie zgina ich nadmiernie podczas ważenia. Moje nosidło utrzymało bardzo dużo dużych szczupaków, do przeszło 35 funtów.

Odhaczonego szczupaka umieszczamy w nosidle, (zdjęcie A) które powinno być wcześniej zwilżone a waga wyzerowana wraz z mokrym nosidłem. To sprawia, że odczytywana waga, jest ciężarem szczupaka. Ważenie naprawdę ciężkiej ryby może być robotą dla dwóch osób, aby uzyskać precyzyjny odczyt. Jedna trzyma wagę, podczas gdy druga podtrzymuje jej ramię aby "uspokoić" wagę (zdjęcie B). W rozbujanej łodzi nie zawsze jest to najprostsza sprawa, ale jeżeli ryba nie jest potencjalnym rekordem, rzadko istnieje naprawdę potrzeba bycia dokładnym co do uncji. Dobro ryby wychodzi na przód.

Kiedy waga została ustalona, co nie powinno trwać zbyt długo, szczupak może zostać szybko sfotografowany (zdjęcie C). Nie potrzeba robić więcej niż 6 zdjęć. Mało prawdopodobne jest, że robiąc jedno więcej otrzymasz jakieś lepsze zdjęcie. Wówczas nadchodzi czas na wypuszczenie szczupaka. Przypuszczam, że na całym świecie wygląda to podobnie. Ześlizgnij szczupaka do wody i przytrzymaj wyprostowanego, dopóki będzie mógł zdecydowanie odpłynąć.

Czasami szczupak odmówi szybkiego wydobrzenia i będzie ciągle odwracał się brzuchem do góry. Jedyną odpowiedzią dla ryby w tym stanie jest cierpliwość. To może oznaczać poświęcenie czasu na wędkowanie, lecz niech tak będzie. Szczupak wykładający się brzuchem do góry może potrzebować przytrzymania wyprostowanym przez długi okres czasu. Możliwe jest ogrodzenie go w podbieraku. Popłyń na płytką wodę i podeprzyj rybę patykami wbitymi w dno jeziora. Nie rób tego bez oceny zachowania ryby - w związku z tym potrzeba siatki. Szczupak może otrzymać nagłego wybuchu energii i uwolnić się z podpórek, tylko po to aby kilka metrów dalej ponownie obrócić się brzuchem do góry. Ta procedura nie zawsze skutkuje, ale ma rozsądny współczynnik powodzenia. Upewnij się, że woda jest dobrze natleniona i skieruj szczupaka na działanie fal. To pomoże w ruchu wody przez jego skrzela.

Najlepszym sposobem zapewniającym że twoja zdobycz zostanie uwolniona w dobrym stanie i bez potrzeby uciekania się do takich taktyk ożywiania, jest zminimalizowanie czasu, jaki spędzi poza wodą. Najlepiej jest, w miarę możliwości, usunąć haczyki gdy szczupak jest w podbieraku i zatrzymanie go w tej siatce, podczas przygotowywania nosidła wagowego, wagi i aparatu. Potem zważ i zrób zdjęcia najszybciej jak potrafisz.

Łowię szczupaki przez cały rok i nie ma wątpliwości, że im cieplejsza pogoda i woda tym bardziej prawdopodobne cierpienie zdobyczy w rękach wędkarzy, którzy nie spieszą się z wypuszczeniem. Nawet zimą najlepiej jest traktować szczupaka tak samo, jak zrobilibyście to latem. Brytyjski Klub Łowców Szczupaków posiada motto, które w moim przekonaniu zgrabnie to wszystko podsumowuje:


Minimum manipulacji = Maksimum ochrony.

Pamiętaj o tym przez cały czas i na pewno nie zrobisz niczego źle.
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 487
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 1,312.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 487 / 518
487 / 518

Re: "CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

Postprzez niecio21 » 18 cze 2009, o 12:25

"Szczupak i łowienie szczupaków w Holandii" - Bertus Rozemeijer - tłum. Mateusz Baran

Jako łowca szczupaków, uważam się za bardzo szczęśliwego. Oczywiście mamy dużo wody, lecz jest więcej krajów z dużą ilością jezior, rzek i kanałów. Jednak mimo że łowię szczupaki na całej północnej półkuli, nie mogę znaleźć lepszego miejsca na duże szczupaki niż moje "domowe" łowiska.

Muszę się zgodzić, co będzie oczywiste, iż inne kraje mogą mieć bardziej rozwinięte wędkarstwo szczupakowe niż my mamy w Holandii. Zdajemy sobie również sprawę, że ryba ta odgrywa ważną i kluczową rolę w gospodarce rybackiej. Sytuacja naszego szczupaka nie zawsze była tak wspaniała i wciąż walczymy o ochronę tego gatunku. Po ostatniej wojnie światowej, nasza gospodarka włożyła wiele wysiłku w ponowne stanięcie na nogi. Wędkarze nie łowili ryb wyłącznie dla przyjemności, lecz bardziej aby pozyskać darmowe jedzenie. Populacja szczupaka była obfita w naszych wodach i jako sensowna ryba kulinarna, wielu korzystało z okazji złapania i zabicia swej zdobyczy dla mięsa. We wczesnych latach 60-tych XX wieku, liczba szczupaków raptownie spadła. Z powodu dużej industrializacji, stanęliśmy w obliczu poważnego zanieczyszczenia wód co wraz z zabieraniem szczupaków omal nie wyczyściło naszych akwenów z tych ryb. Niektórzy zagraniczni autorzy zaczęli proklamować, iż powinniśmy chronić naszego drapieżnika i oczywiście poprawić jakość wód. Na końcu pozostawał do rozwiązania problem rządowy, lecz najpierw sami wędkarze musieli coś z tym zrobić. Pod koniec lat 60-tych, wypuszczanie szczupaków ponownie stało się normalną praktyką. W połowie lat 70-tych, większość klubów wędkarskich, w swoich regulaminach, posiadało zasadę "no kill" (nie zabijaj). Na początku lat 80-tych populacja szczupaka znów była silna i większa liczba wędkarzy zaczęła się nim interesować. Obecnie Holandia posiada około 75 000 wędkarzy łowiących wyłącznie szczupaki. Od kiedy wielu z tych wędkarzy jest wyposażonych w łodzie, supernowoczesny sprzęt taki jak echosondy, GPS, silniki elektryczne i najlepsze z możliwych wędki i kołowrotki, presja na szczupaki jest znów wielka. Nauczyliśmy się również, że obchodzenie się ze zdobyczą w najlepszy możliwy sposób gwarantuje współczynnik przeżywalności złapanych ryb. W niektórych przypadkach, jeden pojedynczy szczupak jest łowiony cztero lub nawet pięciokrotnie w czasie roku. Pomimo częstych wizyt na łodzi lub brzegu, zdaje się być w dobrej kondycji. W dzisiejszych czasach dobry łowca szczupaków łowi ponad 30, ponad metrowych okazów każdego roku. Nawet przeciętni wędkarze radzą sobie całkiem nieźle, co prowadzi do stałego wzrostu liczby łowiących tego drapieżnika.

Szczupak w Holandii jest ważny ekonomicznie sam z siebie. Łowcy tego drapieżnika wydają około 130 milionów Euro na swój sport. Pomimo tej olbrzymiej kwoty, wędkarze wciąż walczą z rybakami. Podobnie jak w wielu krajach, holenderski rząd zdaje się być ślepy na wartość jaką posiada szczupak. Nie tylko jako ryba komercyjna, ale również jako ważne ogniwo ekosystemów wodnych. Zabranie szczupaka spowoduje eksplozję populacji "białych" ryb. To powoduje niedobór pokarmu dla ryb takich jak leszcz, karp i płoć, powodując zastój w ich wzroście. W tym samym czasie, wzrastająca liczba ryb spokojnego żeru powoduję wybuch rozwoju glonów, zabarwiających wodę na zielono i zmniejszających widoczność. Szczupak potrzebuje wzroku do polowania, a taki scenariusz prowadzi do kompletnego zniszczenia jego siedlisk. Stykaliśmy się z tym problemem w Holandii na wielu płytkich polderach i kanałach. Dziś mamy do czynienia i walczymy z innymi problemami.

Rybactwo w Holandii ciągle stanowi poważny problem. Mimo że aktywnych zawodowo pozostaje tylko około 50 znaczących rybaków, wciąż istnieje kilkaset łowisk rządzących się starymi prawami. Rybacy sieciowi także zyskują wiedzę jak korzystać z echosond. Łatwiej odnajdują ryby i mogą (a także robią to) odłowić je prądem. To również prowadzi do wielu problemów w normalnej gospodarce rybackiej. Rząd holenderski stworzył pomysł aby zarówno wędkarze jak i rybacy łowili razem na tych samych wodach. Trzy lata temu minister rybołówstwa zdecydował, że rybakom powinno się zwrócić wszystkie prawa, które posiadali wcześniej. Wcześniej - 20 a 15 lat temu, kluby wędkarskie uzgodniły z zawodowymi rybakami o podziale praw. Zgodnie z tym rybacy mogli łowić węgorze, a wędkarze - ryby sportowe, takie jak karpie, leszcze, płocie, szczupaki, sandacze itd. Kluby zapłaciły rybakom fortunę za rozdzielenie tych praw. Na skutek ekstremalnie intensywnych połowów, rybakom udało się wyczyścić holenderskie wody z węgorza i domagali się przywrócenia praw, które sprzedali wiele lat temu. Oczywiście to było niedopuszczalne i burza protestów zmusiła ministra do cofnięcia złożonej rybakom obietnicy.

W tym momencie i po przeprowadzeniu protestów, delegacje klubów wędkarskich dyskutują z rybakami jak zrobić możliwym, aby obie strony mogły czerpać zyski z tych samych wód. Trudna i prawie niemożliwa misja. Na szczęście protesty wywołane przez wędkarzy dały większy wgląd w sytuację dla członków parlamentu. Kilka liczb. Wędkarze w Holandii wydają na swój sport około 500 milionów Euro rocznie. Ponad 6000 osób żyje z wędkarstwa. Ta suma pieniędzy ciągle rośnie. Rybacy odławiają ryby w holenderskich łowiskach na wartość około 14 milionów Euro. Dla wielu parlamentarzystów stało się oczywistym, że wędkarstwo stanowi ważny punkt gospodarki. W związku z faktem, że rybacy chcieli odzyskać swoje sprzedane prawa, bez płacenia, odesłali ich do tabel. Wciąż walczymy i obawiam się, że ta walka będzie jeszcze trwała przez wiele lat.

To nas wiele nauczyło. Jeśli nie będziemy walczyć o nasze ryby, stracimy na tym gospodarczo. Kto będzie chciał wydawać duże pieniądze na sprzęt, jeśli ryby zostały już wyłowione sieciami? Jak również, kto zaopiekuje się jakością wód, których wszyscy używamy? Jeśli wędkarze będą trzymali się z dala od akwenów wodnych, sygnały o wykryciu nieprawidłowości w gospodarowaniu wodami mogą przyjść zbyt późno. Zabijanie tego słodkowodnego drapieżnika i błędy w gospodarowaniu wodami nieuchronnie doprowadzą do niechcianej eksplozji wszelakiego rodzaju populacji ryb "białych" i później, wraz z glonami do zanieczyszczonych wód.
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 487
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 1,312.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 487 / 518
487 / 518

Re: "CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

Postprzez niecio21 » 18 cze 2009, o 12:25

"Wypuszczaj je właściwie - Szybkie wypuszczanie szczupaków w celu zmniejszenia ich śmiertelności" - Ross Fisher, Esox Angler, Winter 2003

Obserwowałem, jak duża ryba przygięła kij - wędkarz jednak trzymał go mocno, korygując tylko pracę hamulca. Wiedziałem, że na drugim końcu wędki ma okaz, bo moment zacięcia dało się słyszeć z trzydziestu metrów. Siedziałem nieruchomo, zapatrzony w ich zmagania. Walka jednak należała do raczej krótkich, a podbierający rybę doskonale znalazł się w sytuacji. Mam do czynienia ze znakomitymi wędkarzami - pomyślałem. Wydawało się, że przeszli przez setki takich holów.

Ale to, co chwilę potem wyrwało mnie z mojego błogiego odrętwienia, skłoniło mnie również do napisania tego artykułu.

Wędkarze walczyli o wydostanie ryby z podbieraka przez ponad pięć minut. Potem, po dających się słyszeć odgłosach przypominających zgrzytanie kotwiczek o metal oraz szeptów pomiędzy wędkarzami, ryba została wciągnięta do łodzi. Minęły kolejne dwie minuty, zanim jeden z wędkarzy zdołał znaleźć aparat fotograficzny i przygotować się do robienia zdjęć. W tym czasie, drugi wędkarz trzymał rybę pionowo, czekając na ustawienie aparatu przez swojego kolegę. Zawsze nazywałem chwyt pionowy "chwytem śmierci" i jak bardzo miałem rację, miało okazać się w przeciągu kilku następnych minut.

Po zrobieniu pięciu lub sześciu zdjęć, jak również po o mało co upuszczeniu ryby - gdy wędkarz schodził z rufowej, przeznaczonej do łowienia, części łodzi - wędkarz w końcu włożył rybę z powrotem do wody (która miała tego dnia 26oC). Następnie poprosił kolegę - fotografa o zrobienie "kilku zdjęć z wypuszczania ryby" i podniósł łeb ryby kilkukrotnie ponad wodę, komponując "krokodyli" wygląd łba ryby.

Po około trzech minutach prób ocucenia ryby w wodzie, łatwo było zauważyć, że ryba nie jest w najlepszej kondycji. Wkrótce zdałem sobie sprawę, że ryba zdechła - nie było się zresztą czemu dziwić. Była skrępowana w podbieraku, trzymana pionowo oraz, pomiędzy momentem włożenia do łodzi aż do "zdjęć z wypuszczania", spędziła przynajmniej 7-8 minut (a raczej blisko dziesięciu) poza wodą. Nie mówiąc ani słowa, odpłynąłem, dostrzegając na zakończenie około 120-cm okaz, pływający do góry brzuchem. Piękna ryba bez dwóch zdań - szkoda tylko, że nieżywa.

Nie był to piękny widok - trzeba tu poświęcić nieco miejsca na parę słów o opisywanym powyżej niedoświadczonym w wypuszczaniu ryb wędkarzu. Wiedział zatem, jak złowić szczupaka, miał cały potrzebny sprzęt, miał piękną łódź i z tego, co można było wywnioskować z jego zachowania się na łodzi i sposobu łowienia, nie był "zielony" wędkarsko. Ale był całkowitym żółtodziobem, gdy przyszło do najważniejszej części "C&R" (złów i wypuść): samego wypuszczania ryby.

Przez ostatnie piętnaście lat zdarzyło mi się dwukrotnie mieć zdechłe ryby w mojej łodzi. Oba przypadki miały miejsce podczas łowienia w mocno nasłonecznionej wodzie - 26oC i 28oC. Obie ryby były martwe lub zdychające już w podbieraku. Spośród tych dwóch sztuk w mojej łodzi, jedna z nich była wyjęta z wody przez nie więcej niż 30 sekund. Po prostu zdechła nam na rękach. Druga z nich była już zdechła, gdy ją podbieraliśmy. Obie z tych sytuacji zepsuły nam skutecznie wrażenia z połowu w te dni i były czymś, czego prędko nie zapomnę. Zanim Ci się to nie przydarzy, nie będziesz wiedział, o czym mówię. Można to porównać z dziewczyną, która łamie Ci serce i łatwo nie możesz się po tym (lub po niej) pozbierać.

Tak czy inaczej, pomimo naszych najlepszych wysiłków, śmiertelność ryb jest wliczona w ryzyko wędkowania - są to te wspomnienia, o których nikt nie chce słuchać czy też rozmawiać. Jedna rzecz jednak to, gdy ryba zdycha Ci na rękach - zdarza się i niewiele możesz na to poradzić. Co innego natomiast uśmiercić rybę wskutek niewłaściwej taktyki jej wypuszczania.

Dla wielu z Was jest to oczywiste, ale myślę, że wszyscy powinniśmy sobie tę różnicę uświadomić i zrobić, co w naszej mocy, aby czas, jaki spędza złowiona przez nas ryba poza wodą, był jak najkrótszy. Drogą do tego jest szybsze uwalnianie ryby. Zaoszczędźmy pięć sekund tu, pół minuty tam, i zgodnie z zasadą ziarnka do ziarnka, zsumuje się to w pożądany efekt. A dla złowionej przez nas ryby będzie to tylko z korzyścią. W niektórych przypadkach to właśnie zaoszczędzone przez nas sekundy mogą zaważyć o tym, że wypuszczana przez nas ryba przeżyje.

Reguły szybkiego uwalniania ryb:

Po prostu odcinaj kotwiczki - w większości przypadków, ryba zahaczona jest porządnie - inaczej nie doprowadziłbyś jej do siatki. A zatem odcinaj kotwiczki. Ja używam siatki Beckmana i odcinam kotwiczki zarówno z zewnętrznej strony siatki (przez oczka), jak i z wewnątrz. Jeśli ryba jest naprawdę duża, mój kolega na łodzi ma drugą parę cążków i również odcina kotwiczki tam, gdzie może dosięgnąć. Używajcie na rybach cążków wysokiej jakości. Tanie nie wystarczą. Co więcej, powinniście mieć zawsze dwie pary cążków - w wypadku, gdyby zdarzyło się, że jedna z nich wpadnie Wam do wody.

Rozlokowanie narzędzi - każdy wędkarz powinien wiedzieć, gdzie w jego łodzi znajdują się narzędzia do uwalniania ryb. Dobrym pomysłem jest skrzynka lub półka na takie narzędzia - jako centralny punkt na Twojej łodzi, gdzie przechowywane są tego rodzaju narzędzia. Centralne położenie oraz łatwy dostęp wykluczają przypadki nerwowej szukaniny i straconego czasu w poszukiwaniu jakichkolwiek potrzebnych Tobie narzędzi.

Czas płynie - co robisz z rybą, gdy już jest uwolniona z przynęty w podbieraku? Ja biorę każdą rybę o długości ponad 115 cm i wkładam ją w mój ponad półtorametrowy sadz, który został napełniony w czasie, gdy ryba uwalniana była z haczyków przynęty. Ryba przenoszona jest z podbieraka do sadza w maksimum pięć sekund. Traktuję sadz jako "strefę odreagowania", zarówno dla wędkarza jak i ryby. Gdy jestem gotowy do sfotografowania ryby, wyjmuję rybę z sadza i robię zdjęcia. W tym roku, zdołaliśmy nakręcić kamerą wideo uwalnianie 136-centymetrowego okazu, złowionego przez mojego kolegę. Ryba została wyjęta z wody w 18 sekund. To był wiekowy, wielki egzemplarz - typ podatny na stres związany z uwalnianiem oraz sprawiający przeważnie kłopoty przy uwalnianiu, a jednak został pomyślnie uwolniony...

Wykorzystaj akwen jako sadz - jeżeli nie masz dużego sadza na pokładzie, lub po prostu nie używasz sadzy, pozostaw rybę głową w wodzie, czy to w podbieraku czy poza podbierakiem, i traktuj akwen, w którym łowisz, jako sadz. Trzymaj rybę w wodzie, aż będziesz gotowy zrobić jej zdjęcia i wtedy podnieś ją, trzymając poziomo obiema rękoma, zrób zdjęcia i wypuść. Duża siatka jak Beckman, Frabill lub Maina Power, świetnie się nadają do wykorzystywania akwenu jako sadza - pamiętaj jednak, aby trzymać głowę ryby w wodzie!

Mierzenie ryby - Pierwsze pytanie: czy musisz ją zmierzyć? To Twoja decyzja. Jeśli ryba jest okazem, mierzę ją w swoim sadzu lub kładę ją na krótko na mokrej tkaninie na dnie mojej łodzi, gdzie mam również kijek z podziałką. Osobiście, jestem przeciwko pionowemu trzymaniu ryby i przykładaniu do niej wtedy miarki. Po pierwsze, dla mnie jest to nic innego jak odmiana "chwytu śmierci", do którego odnosiłem się wcześniej. Po drugie, taki sposób mierzenia nigdy nie okazuje się szybkim rozwiązaniem - jeden wędkarz trzyma rybę, a drugi próbuje odczytać wielkość ryby z taśmy. Wreszcie, uważam, że pionowe mierzenie jest niedokładne, jako że ryba w istocie zyskuje nieco na długości, gdy jest trzymana pionowo. Po prostu nie podoba mi się ten sposób. Podsumowując - mierz szybko albo w wodzie, w Twoim sadzu albo na mokrej tkaninie. Oczywiście najlepiej, z punktu widzenia szybkości uwolnienia ryby, jest nie mierzyć jej w ogóle.


Czas na zdjęcia - ogranicz czas spędzany na robienie zdjęć rybie, zarówno tych, gdy ją trzymasz, jak i tych, gdy ją wypuszczasz, do maksimum 30 sekund. Twój kolega na łodzi powinien mieć gotowy aparat oraz ustawioną łódź (gdy to potrzebne) zanim ryba będzie wyjęta z wody, a zdjęcia powinny być zrobione jak najszybciej. Trzy lub cztery zdjęcia, jeśli aż tylu potrzebujesz, nie powinny zająć Wam więcej niż kilka sekund. Kilka szybkich zdjęć przy wypuszczaniu mogą stanowić kilka dodatkowych ujęć - i są zwykle ujęciami niosącymi najwięcej wspomnień - pod warunkiem niespowalniania całości procesu uwalniania ryby.


Nie stosuj "Chwytu Śmierci" - Zdaję sobie sprawę, że wydawcy ostatnio wcielili w życie zasadę odchodzenia od publikowania zdjęć z rybami trzymanymi pionowo, i uważam to za bardzo dobre posunięcie. Ale za jeszcze ważniejsze uważam, aby chwyt pionowy przestał być stosowany w ogóle. Zostało napisanych wiele artykułów traktujących o nienaturalnej pozycji, w jakiej znajduje się ryba w przypadku chwytu pionowego, jak również o stresie i uszczerbku dla fizjologii ryby, jakie może on spowodować. Wracając na chwilę do mojej początkowej opowieści, wydaje mi się, że fakt, iż zastosowano w tym przypadku chwyt pionowy przez długi czas, przyczynił się w największym stopniu do śmierci ryby. Jak wszystkie ryby, szczupak egzystuje w pozycji poziomej przez całe swoje życie. I teraz Ty będziesz nagle trzymał go pionowo przez 1-3 minuty? Już zdrowy rozsądek mówi Ci, że nie może być to dla niego z korzyścią. A zatem, zmień sposób, w jaki trzymasz rybę, na dwuręczny uchwyt poziomy.


Uważaj na mocno nagrzaną wodę - Chad Cain mówił o tym w jednym z pierwszych numerów Esox Angler, i mam nadzieję, że dotarło to do czytelników. Jeśli temperatura wody jest powyżej 24 stopni Celsjusza, musisz uznać to za znaczący element w procesie uwalniania ryby. Priorytetem jest wtedy jeszcze większe skrócenie całego procesu - holu ryby, odhaczania jej w siatce oraz uwalniania jej. Nie przesadzaj z długością holowania ryby, nie trzymaj jej w siatce zbyt długo ani nie poświęcaj za dużo czasu na robienie zdjęć oraz uwalnianie ryby. Często może to oznaczać zmianę Twojego dotychczasowego sposobu postępowania. Jeśli woda jest ciepła jak w wannie, czy naprawdę potrzebujesz zdjęcie kolejnej złowionej przez Ciebie metrowej ryby? Podsumowując - jeśli woda jest nagrzana, musisz działać szybciej. To oznacza mniej zdjęć, robienie zdjęć tylko, gdy ryba trzymana jest w wodzie lub zrezygnowanie ze zdjęć w ogóle. Poza tym warto w takim wypadku uwolnić rybę bez wyjmowania jej z wody. Myśl przede wszystkim o rybie, a nie o Twojej buźce na jeszcze jednym zdjęciu.


Chyba wszyscy przyznajemy, że śmiertelność szczupaków jest niestety wpisana w ich łowienie. Ale my jako wędkarze jesteśmy elementem tej całej układanki, który może w największy sposób wpłynąć na prawdopodobieństwo przeżycia ryby. Musimy doskonalić czas, w którym uwalniamy ryby, podejmować rozsądne decyzje podczas ich uwalniania, a przede wszystkim, nie robić głupich rzeczy z punktu widzenia ryby, którą mamy na drugim końcu wędki. Nigdy więcej pionowych chwytów, przedłużających się holów i nigdy więcej wyszarpywania kotwiczek z pyska ryby. Postępujcie, jak należy, a będziecie mieć więcej szczęśliwych wypuszczeń ryby i żadnych opowieści z nieszczęśliwym dla ryby zakończeniem. Dla dalszego doskonalenia naszego sportu... To zależy od nas.


Ross Fisher jest zapalonym łowcą szczupaków, który przez ostatnie trzynaście sezonów wędkował m.in. na pełnych okazów jeziorach Wisconsin, Minnesoty i Ontario. Ross był jednym z trzech założycieli czasopisma Esox Angler w roku 1999.
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 487
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 1,312.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 487 / 518
487 / 518

Re: "CATCH AND RELEASE" wypuszczaj je wlasciwie-szczupak

Postprzez niecio21 » 18 cze 2009, o 12:26

"Wypuszczaj je właściwie - Rozmowa z Markiem Thorpe" - Esox Angler, Summer 2003

Metody wędkarskie jak i techniki oraz praktyka, która stanowi "konwencjonalną mądrość", różni się znacznie pomiędzy regionami. Coś co jest przestarzałe w jednym miejscu, może być nowością w drugim. Odnosi się to również do technik wypuszczania. Narzędzia i techniki przyjęte jako norma w jednym miejscu, mogą być nieznane lub nawet źle odebrane w drugim. Podczas gdy najwyższy cel - szybkie, bezpieczne i pomyślne wypuszczenie - jest uniwersalne. Teorie jak najlepiej osiągnąć ten cel niewątpliwie różnią się wszerz i wzdłuż zasięgu występowania szczupaka.

Jakiś czas temu usiedliśmy z zasłużonym przewodnikiem po rzece Ottawa Markiem Thorpe, aby przyjrzeć się technikom "złów i wypuść" jakie miał okazję poznać.

"Co do tego nie ma wątpliwości, że obecnie występuje wiele odmian w etyce i metodach wypuszczania, kiedy podróżujesz z miejsca w miejsce" - mówi Thorpe. "Po zobaczeniu wielu dyskusji na różnych stronach internetowych i podczas rozmów z przyjaciółmi z innych rejonów, jest całkiem oczywiste, że kilka metod jest stosowanych podczas wypuszczania ryb, w zależności od miejsca, w którym się znajdujesz. Narzędzia do wypuszczania są dobrym przykładem. Używanie narzędzi takich jak podbieraki lub kołyski jest całkiem rozpowszechnione. Z drugiej strony, inne narzędzia jak osęka czy Boga Grip (chwytak) nie są w ogóle powszechne w wielu miejscach w Stanach Zjednoczonych, szczególnie w Minnesocie i Wisconsin. Zbyt ich tutaj dużo, mimo że są uznane jako niezbędne narzędzia, mogące znaleźć zastosowanie we współpracy z podbierakami i kołyskami".

"Osęki lub Boga Grip są używane na dolnej szczęce, po prostu do utrzymania ryby w miejscu, w wodzie, podczas gdy haki są szybko usunięte poprzez ucięcie ich lub użycie kombinerek, tudzież długich szczypiec". Doświadczeni użytkownicy osęki mówią, że najbardziej efektywną metodą unieruchomienia ryby tym narzędziem jest po prostu przyciśnięcie szpicy osęki do kadłuba łodzi, podczas wyciągania haków. Osęki lub chwytaki, mówi Thorpe i inni używający tych narzędzi, nigdy nie powinny być używane do podnoszenia ryby bez podtrzymywania ich wagi w innym punkcie. Kanadyjski przewodnik i częsty współpracownik Esox Angler'a - Steve Wickens, zgłaszał iż widział na własnych łowiskach ryby z ciężkimi uszkodzeniami dolnych szczęk - ranami prawdopodobnie odniesionymi podczas szarpania się ryby, wiszącej pionowo na chwytaku lub osęce.

Podczas gdy osęki lub narzędzia chwytające są używane do unieruchomienia zdobyczy w celu odhaczenia, podbieraki i kołyski są wciąż kluczową częścią procesu, kiedy dojdzie do ożywiania ryby. "Kiedy haki zostały wyjęte," mówi Thorpe, "szybko umieść rybę w podbieraku lub kołysce i pozwól jej na odzyskanie energii i spokoju". Kilka chwil w podbieraku lub kołysce, mówi Thorpe, może mieć korzyści dla obu stron - zarówno wędkarza jak i ryby. "Pozostawienie ryby w tym urządzeniu, czy to będzie podbierak czy kołyska, pozwoli wam obu się uspokoić. Zarówno wędkarz jak i ryba odniosą korzyści z tego czasu - obchodzenie się z rybą w opanowany i spokojny sposób zapobiegnie urazom dla wszystkich zaangażowanych stron. Będziesz mógł zwrócić większą uwagę na stan zdobyczy i być bardziej świadomym sposobu w jaki trzymasz rybę do zdjęcia. Zachodzi mniejsze prawdopodobieństwo upuszczenia ryby i zranienia samego siebie, jeśli znajdziesz chwilę na zebranie myśli przed dalszym obchodzeniem się ze złowionym okazem. Podczas gdy łapiesz oddech, ryba robi to samo, pozwalając jej na lekkie dojście do siebie, przed tym jak zostanie uniesiona do zdjęcia".

Jak długo czekać? Zależy od ryby - mówi Thorpe. "Jak długo musisz pozwolić rybie na dojście do siebie, może różnić się między jednym osobnikiem a innym, w zależności od tego, jak dużo energii ryba włożyła w walkę. Każda ryba jest przecież odrobinę inna".

"Gdy tylko dałeś trochę czasu dla siebie i ryby na dojście do zdrowia, przystąp do robienia zdjęć - jeśli chcesz. Kolekcjonowanie wspomnień z tej chwili jest częścią systemu dla wielu z nas i pozwól aby ten czas na dojście do siebie znalazł się w programie. Często czytałem o wędkarzach podbierających swoje ryby, przechodząc od razu do zdjęć, ale ja wolę przeznaczyć jeszcze czas na odpoczynek. Tak, trzymasz jakąś zieloną rybę, która trochę odpoczywała, ale zwracając uwagę na jej znaki i stan, możesz zareagować na każdy potencjalny ruch lub szarpnięcie. Jesteś w stanie lepiej ocenić kondycję ryby, jeśli się trochę uspokoisz. Zrobisz lepsze zdjęcia, unikniesz obrażeń i jak myślę, bardziej pomyślnie wypuścisz zdobycz. Oczywiście, uważając na czas poza wodą podczas robienia zdjęć. Jak długo możesz wstrzymać oddech po przebiegnięciu 1,5 kilometra, nawet po 5 minutowym odpoczynku?"

Gdy zdjęcia będą już zrobione, Thorpe pozwala rybie jeszcze raz na dojście do siebie w podbieraku lub kołysce, przed tym jak zdobycz odpłynie z twoich rąk na własnych siłach.

Wyjątki od tego procesu są oczywiście stosowane, gdy występują warunki prawdopodobnie zwiększające stres nałożony na rybę - takie jak wysoka temperatura wody, mówi Thorpe. "Okresy ciepłej wody są powodem zmartwień dla wszystkich z nas. Ograniczone obchodzenie się z rybą, nie potrzebne w naszym pamiątkowym albumie, po prostu zmniejsza poziom stresu. Jeśli to możliwe, wypuszczenie do wody powinno się odbyć bez dodatkowych manipulacji po odhaczeniu".

Pomimo to przy użyciu - osęki, Boga Gripa, podbieraka czy kołyski - Thorpe podkreśla wagę posiadania wcześniej dobrej wiedzy o procesie. "Wyrobienie systemu obchodzenia się z rybą, podczas podbierania i wypuszczania, zwiększa ilość pomyślnych uwolnień i zredukuje przypadki śmiertelne po wypuszczeniu", mówi Thorpe. "Używanie odpowiednich uchwytów i technik, które grzeszą nadmiarem ostrożności dla obu stron - ryby i wędkarza, jest trendem rosnącym i wciąż uczymy się czegoś nowego. Jednak jakkolwiek do tego podchodzisz, ustalenie własnych narzędzi i metod do podbierania i wypuszczania jest twoim podstawowym krokiem. System podbierania i narzędzia, metoda wyhaczania, czas na ocucenie i dojście do siebie ryby, metoda obchodzenia się w wodzie i ponad nią, ostatni okres odzyskiwania sił przed wypuszczeniem - wiedz naprzód jak zrobisz każdą z tych rzeczy".

"Weź pod uwagę, ze system lub łańcuch korków, które opisałem może być udoskonalony, ale jest to coś, co udało mi się wypracować podczas obchodzenia się ze szczupakami. Myśl i zbierz razem kroki prowadzące od procesu złapania do wypuszczenia. Twoje doświadczenie powinno być dobrze przemyślane i zaplanowane. Jeśli zbieranie pamiątek z twego dnia lub ryby nie jest ważne, rozważ jako opcję wyhaczenie ryby w wodzie, co ograniczy twoje manipulacje przy zdobyczy i doświadczenia ryby z pobytu poza wodą. Zdjęcia z wyhaczania w wodzie mogą i będą pamiętne i edukacyjne dla tych, którzy będę mieli okazję obejrzeć twoje wysiłki. Czy mówię aby nie dotykać ryby wcale? Nie. Tym niemniej pomyśl nad każdą rybą, którą bierzesz do rąk. Które wspomnienia chcesz zachować? Czy jest to wyjątkowa ryba, z którą musisz obchodzić się ostrożnie, wiedząc o potencjalnym wzroście stresu? Czy jest to jedna z tych, które możesz po prostu odhaczyć i uznać za zaliczoną?"

"Zawsze jestem zainteresowany ideami, które mogą udoskonalić mój system i w pełni rozumiem, że pewien poziom śmiertelności u ryb wypuszczanych będzie zawsze częścią równania, nie bacząc na to jak bardzo się staramy. Jednak doskonalenie naszych sposobów obchodzenia się i wypuszczania podniesie nasze szanse pomyślnego uwalniania. W dzisiejszych granicach podstawowych czynności, które robimy i tych których nie powinniśmy robić, powinniśmy otworzyć nasze umysły na naukę, podczas praktykowania naszego ulubionego sportu. Pomyśl o przyjemności jaką będą czerpać przyszłe pokolenia, jeśli my będziemy pracować nad znalezieniem lepszych sposobów obchodzenia się i wypuszczania szczupaków, cały czas stosując fundamentalne zasady, które już nam wpojono".
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 487
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 1,312.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 487 / 518
487 / 518

Następna strona

Powrót do Artykuły Wędkarskie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

?