Kolejny sezon przeszedł do historii. Zaczął się rewelacyjnie. Już pod koniec marca bassy były bardzo aktywne, aż do po początku okresu ochronnego (15.05). Po ponownym otwarciu sezonu (15.06) bassy żerowały bardzo słabo (zimna, wietrzna pogoda) aż do początku lipca. Początek lipca był bardzo obiecujący, do zatok weszły ogromne stada sand eel’i, wielkie żarcie trwało kilka dni i nocy. Fotki z początku sezonu możecie pooglądać tutaj:
sea-bassy-z-kerry-t2189-50.html
Pod koniec lipca i w sierpniu bassy brały jeszcze całkiem dobrze. Wiele obiecywałem sobie również po wrześniu, który był w 2010 rewelacyjny. Niestety oczekiwania pokrzyżowała znowu fatalna pogoda. We wrześniu złowiłem tylko kilka bassów, trochę lepszy był październik i pierwsza połowa listopada.
Po raz kolejny okazało się, że labraksy są całkowicie nieobliczalne. Jednego dnia brały dobrze, drugiego przy takiej samej pogodzie potrafiły w ogóle nie pojawić się w miejscówce. Pozostawało tylko jak najczęściej być nad wodą i próbować zlokalizować szlaki, którymi się przemieszczają.
Zdecydowanie najwięcej dużych ryb (około 70 cm) złowiłem w kanale, który łączy rozległe estuarium z oceanem. Najlepiej ryby brały podczas odpływu, czasami bassy przychodziły wraz z przypływem. Przy okazji trafiały się też niezłe (jak na Irlandię) trotki.
Niestety, ciągłe sztormy wygnały bassy z tego miejsca już w październiku (w 2010 łowiliśmy tam jeszcze pod koniec listopada). Pod koniec października wróciłem do miejscówki, gdzie rozpoczynałem sezon. Płytka zatoka, której brzegi to na przemian piaszczyste plaże i czarne bazaltowe skały. Bassy pojawiały się w miejscówce przy wysokiej wodzie, tropiąc ławice szprotów.
Przez cały sezon łowiłem kijem na blanku CD Blue Rapid 2,75 do 35g. Do morskiego spinningu używam tylko kołowrotków SW: TP 4000 PG i Stelli 4000 HG. Na młynki nawijam plecionkę o wytrzymałości 15-20 lb. Do tego roku najczęściej łowiłem plecionką 10 lb, ale po niepotrzebnej stracie kilku ryb z przynętami, zacząłem używać mocniejszych linek. Godne polecania są Varaivas Avani Sea Bass (to zdecydowanie najlepsza plecionka jaką kiedykolwiek używałem) i nieśmiertelna PowerPro.
W tym sezonie, tak jak i w poprzednich sprawdziły się moje ulubione basowe przynęty: ukleje Tapsa i Daiwy Saltigi Minnow. Całkiem niezłe były nowe Rapale MaxRap o długości 15 cm.
Pod koniec września dotarła do mnie nowość Salmo na 2012 – Whacky. Pierwsze testy wypadły bardzo zachęcająco. Złowiłem na Whacky’iego ładnego bassa i kilka sporych rdzawców. Wprawdzie nowy Salmiak to przynęta typowo trollingowa, ale przy spinningowaniu z brzegu, wszędzie tam, gdzie głębokość wody przekracza 2 metry powinien sobie również nieźle poradzić.
Od kilku lat do łowienia bassów podchodzę bardzo poważnie. Prowadzę nawet dziennik połowów w którym notuję każdy wypad . W 2010 złowiłem 298 bassów, w 2011 o dwa więcej, dokładnie 300 sztuk. Oczywiście wszystkie ryby wróciły do oceanu. Dziennik pozwala mi analizować takie dane jak pora połowu, pływy, zastosowany sprzęt i przynęta. Jestem w ciągłym kontakcie ze znajomymi wędkarzami z półwyspu, z którymi wymieniam się na bieżąco informacjami o bassach.
Mam nadzieję, że pogoda w przyszłym roku będzie lepsza niż w obecnym. W zatokach półwyspu Dingle pojawią się nieprzeliczone ławice sand eel’i i szprotek a za nimi podejdą stada potężnych bassów.
Wszystkich forumowiczów, którzy chcieliby uzyskać więcej informacji na temat połowu bassa na półwyspie Dingle służę pomocą
Tomasz Ekert - tpe






,276377293.png)
Nowości