Około godziny 4 rano (5 sierpnia) nastąpiło trzykrotne piknięcie sygnalizatora. Nie zastanawiając się podbiegłem do wędek i zaciąłem. Na takiej odległości praktycznie ryby nie czułem na kiju. Dałem sygnał koledze aby odpiął łódkę, wziął podbierak i popłynęliśmy wzdłuż wywiezionego zestawu. Po przepłynięciu dwustu metrów jeszcze nie wiedziałem czy coś siedzi. Po przepłynięciu kolejnych 80 metrów podpłynęliśmy do grążeli nie mając pewności, że coś mam na haku. Chwytając za led core i odsłaniając grążele ku mojemu zdziwieniu na haku był wpięty ogromny karp. Na nasz widok spłoszył się przerywając grążele led corem i uciekając na otwartą wodę, wyciągając ok. 50 m żyłki.
Walka z karpiem odbywała się na otwartej wodzie. Robił co chciał, nie dając oderwać się od dna. Po ok. 40 minutach walki poddał się. Gdy był w podbieraku liczyłem go na ok. 20 kg. Jednak na brzegu nie wierzyłem własnym oczom. Waga wskazała 31,4 kg, po odjęciu worka było mocne 30,5 kg. Radość niesamowita. Wykonałem telefon do kolegi, który od razu przyjechał z kamerą. Ryba została zważona w obecności dwóch świadków: Karola Szulczyńskiego i Marcina Kowalikowskiego. Po tym wszystkim karp w dobrej kondycji wrócił do wody.
karpMax.pl





Nowości