Negatywne skutki nęcenia mogą być chyba tylko wówczas, gdy jednym ze składników jest chleb. Chleb (nie bułka) kwaśnieje jeśli w dość szybkim czasie nie zostanie zjedzony i wówczas "zakwasza" łowisko, odstraszając chyba wszystkie ryby z okolicy. Nie jestem pewien jak z irlandzkim pieczywem to wygląda (może to podobny do szwedzkiego badziew smakujący jak drożdżówka z piaskiem) ale nasze tradycyjne polskie pieczywo rybkom niestety nie służy, choć w przeszłości wielokrotnie z moczonego chleba korzystałem, najczęściej nad rzekami, gdzie jego nadmiar nie jest aż tak zły z uwagi na przepływ wody.
Co do długotrwałego i obfitego nęcenia o jakim Maniek napisał, to z uwagi na dużą populację ryb jest to uzasadnione i może przynieść wspaniałe efekty. Stary sposób polega na przyzwyczajeniu ryb do podawania pokarmu nie tylko w określonym miejscu i porze, ale również w określonym smaku. Zwłaszcza w okolicach, gdzie na owoce pracy (nęcenia) jednego wędkarza jest wielu chętnych ( home sweet home

), wówczas dobre efekty można uzyskać aromatyzując pokarm zadawany w długim okresie na jakiś oryginalny ale najlepiej naturalny zapach (tatarak, pyłek sosny, miód etc.) którego inni chętni tak szybko nie odkryją - zdarzało mi się w ten sposób w jednym miejscu łowić piękne leszcze jeden po drugim podczas gdy osoby łowiące w tym miejscu na inne przynęty (zapachy) miały mizerne wyniki. Niemniej jednak przy długotrwałym nęceniu nie stosuje się raczej zanęty spożywczej w kulach, a jedynie to, co później zakładamy na haczyk, tyle że w dużych ilościach - kukurydza, makaron, pszenica, pęczak, robaki, kulki proteinowe etc. Ale może tym wędkarzom takie nęcenie lepiej się sprawdza
Pozdrawiam.