Zapewniam, że sami się zdziwicie jakie piękne opowiadanie z tego i tu na tym miejscu powstanie.
Na czym to ma polegać. Tak wprost powiem, że tematu nie znam, jednak zacznę go jako pierwszy, proszę aby każdy z Was dopisywał resztę, czyli dalszy ciąg tej historii według własnego pomysłu. Pasuje
Nie kończące się opowiadanie
WYPAD NA RYBY
autor Fiszmaniacy
Część pierwsza - Czarna teczka
Rano około godz. 2,00 pogoda była raczej pod grypkę, jedna co tam my wędkarze jak już jesteśmy umówieni no to nie ma strachu. Jak zawsze podjeżdżam pod każdego, a była nas wspaniała czwórka. Ja, Kazik Kazik i Leszek. Zaznaczam, że jeden Kazik to gruby a drugi zawsze bardzo poważny to Kaziu cieć. Ksywki.
No i jak zawsze kłótnia pomiędzy Kaziolami, sąsiadami. Mieszkali w jednym bloku i na tym samym piętrze.
Znowu ryczycie - huknął sąsiad z drugiego pietra na nas.
-Odjeżdżam, siadać - powiedziałem ostrym tonem.
W samochodzie jak zawsze, na razie spokojnie dopóki gruby Kaziu nie dojrzeje. A potem się zacznie.
-No to co jedziemy tak jak mówiliśmy na San,- mówi Leszek
- Tak odpowiadam
-A czemu zawsze Wy wybieracie trasę,- pyta cieć
A gruby na to
- Bo ty cieciu nie masz główki do myślenia.
No i tak się zaczęło.
Gruby ciągnie dalej - A wszystko zabrałeś cieciu, czy znowu nie masz zanety
Cieć obruszył się tylko i przymknął oczy by nie narażać się na drwiny ze strony grubego.
-Kaziol daj mu spokój - mówię.
- To zaraz zacznie chrapać
- No i niech tam.
Rzeczywiście jazda była dosyć spokojna na przemian drzemkę sobie urządzali a ja, no cóż kierowca, taka jego czyli moja rola.
Widno się już zrobiło i wszystko było by w porządku gdyby Gruby nie zauważył czegoś na poboczu drogi. Kiedy byliśmy już za Krakowem, a raczej bliżej Tarnowa Gruby nagle krzyknął.
- Zatrzymaj się
-Co jest pytam
-Zatrzymaj się k..........
Zjechałem na pobocze i pytam
- Co lać Ci się chce albo s........e Cie wzięło ?
- nie, ale coś leży przy drodze.
Prawie wszyscy razem
- Co
- Nie wiem
- To co zatrzymujesz auto.
- Muszę iść zobaczyć.
Wysiadł z samochodu i biegnie dosyć kawałek. Po chwili patrząc w lusterko widzę, że coś tam w reku trzyma.
Wpada do samochodu i z jego rozbrajającym uśmiechem mówi mam.
-Co to jest teczka ?
-Tak.
- Czy Cię walnęło, po coś to podnosił czy wiesz co tam może być - mówi Lesiu
-A co kasa, kasa,- i śmieje się, dodając - zaraz otworzę.
-K...........a tylko nie tu, w aucie przy mnie - ryczy Cieć.
-Po jaką cholerę to zabierałeś, - pytam
- jedź - mówi, a w lesie wjedź na parking.
Ja rura do przodu i patrzę aby jak najprędzej był las. Nie mówimy nic. Jeden patrzy na drugiego.
a Gruby, no ten to ma nerwy, powtarza tylko kasa,kasa,kasa
- Zamknij się grubasie odszczeknął Cieć.
-O jest parking pisze 500m - powiedział Lesiu
- Widzę
Kiedy zjechałem na parking, pierwszy wyskoczył Kaziu cieć, my oboje z Leszkiem zostaliśmy w samochodzie.
Gruby poszedł w kierunku ławki usiadł i patrzył na tą mała torbę walizeczkę.
- Czarna - powiedział
po chwili
- Co otwierać ?
Patrzył w naszym kierunku i czekał jakby na zezwolenie na otwarcie tej walizeczki widziałem w jego twarzy zaniepokojenie i lekki strach zastanawiał się chwilę i potem.
- A niech tam, otwieram.
Kaziu cieć - no tak otwórz a jak tam znajdziesz zwłoki noworodka
- no nie ten znowu ciągnie horrory
- Ja bym tej teczki nie otwierał - mówi Leszek
- Ja też - powiedziałem
- Na policje trzeba zawieść, dalej mamrota Cieć
- Na jaka policję, - wkurzył się gruby Kaziu
Nie wytrzymałem i walnąłem - A wypieprz ją do lasu i koniec. Jedziemy na te ryby czy nie !?
Ale to nie takie proste. W główce jak świder wierci i podpowiada mały diabełek, Otwórz, otwórz, otwórz.
No i te zasadnicze pytanie co tam w niej jest?
Chwila spokoju. Jeden patrzy na drugiego.Jestem przekonany, że każdy z nas chce ja otworzyć.
Nagle jakby się zagotowało. Z lasu wypadły kominiarki, z drogi na parking wpadły dwa samochody, drzwi w biegu się otwierają i wyskakują następni kominiarze.
Słychać tylko jeden głośny ryk. Szamotanina.I wołanie.
- Na glebę, na glebę
Matko kochana ja z samochodu zostałem dosłownie wyszarpany przez szybę, noga - bo czuję na karku i inny mnie skuwa.
Kumpli chyba też. Ale nic nie widzę bo nie wiem jakim sposobem znowu znalazłem się w samochodzie, ale ich samochodzie a obok mnie tych dwóch drabów.
Jezusicku myślę sobie co się stało. Co to ma znaczyć. Nie wiem czy pytać czy płakać. Co robić ?
W końcu kiedy samochody ruszyły postanowiłem zapytać - Panowie o co chodzi ?
Milczenie
No to mamy. Patrzę na Leszka bo chwilę po mnie wpakowano też jego, siedzi na przeciw mnie i jest tak zdezorientowany i przestraszony jak i ja.
Myślę sobie - K...........a to pewno z powodu tej teczki, na pewno. Jak zawsze, Gruby nosi za sobą jakieś cholerne draństwo i kłopoty. Po jaka cholerę stanąłem. Co teraz. Patrze na Lesia, blady, a może zielony.
Jedziemy, dokąd. Co się stanie ?
Ważne, że policja, po drodze nie zamordują.
No i teraz kolej na Was Fiszowie, ciągnijcie dalej ten zagadkowy temat. Tak jak by pisała to jedna ręka, a historyjki ciąg dalszy czy pod napięciem czy na wesoło, czy nawet groza, jest w Waszych głowach.
Życzę miłej pisaniny i lektury.
Pa, pa, pamiętajcie, czarna teczka.



Nowości