Translate the forum:

{ EXIT } Przeglądasz forum jako gość! Zarejestruj, aby uzyskać pełny dostęp do forum ForumFishmaniak.pl.

PRZYGODA NA LOWISKU

Kącik poetów.

PRZYGODA NA LOWISKU

Postprzez Jacek Maj » 7 maja 2009, o 22:24

Witam wszystkich mianowicie chodzi o przygode ktora wydarzyla sie podczas polowu noca lub dniem .Pobawmy sie ,a na koniec wybierzmy najciekawsza historie i ocenmy serdecznie zapraszam wszystkich /co wy na to

Jacek Maj
Karaś
 
Posty: 57
Dołączył(a): 5 maja 2009, o 18:56
Kasa: 0.00
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 97902110
Level: 6
HP: 0 / 104
0 / 104
MP: 49 / 49
49 / 49
EXP: 57 / 65
57 / 65

Re: PRZYGODA NA LOWISKU

Postprzez orzech » 7 maja 2009, o 22:40

jutro wam opowiem jedną!!dziś już nie zdąże kolacyjka i do pracy!!papa
tel.0851436074
gg 178676
CATCH AND RELEASE

orzech
Karp
 
Posty: 401
Wiek: 31
Dołączył(a): 13 mar 2009, o 12:45
Kasa: 8,552.00
Lokalizacja: Dublin14,Nutgrove
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 18
HP: 21 / 711
21 / 711
MP: 339 / 339
339 / 339
EXP: 401 / 417
401 / 417

Re: PRZYGODA NA LOWISKU

Postprzez Jacek Maj » 9 maja 2009, o 00:57

Witam wszystkich. Zacznę swoją przygodę, miała ona miejsce wczesnym rankiem nad rzeką .Na ryby wybrałem się wraz z kolegami nad rzekę, ja wówczas pierwszy raz miałem możliwość połowu na wodzie bieżącej. Zachodzimy wczesnym rankiem, każdy nad rzeką o lampce idzie w swoją stronę, mieliśmy powrót umówiony po 6 godz. w pewnym miejscu .Chodzę wzdłuż brzegu, szukam, świecę lampką mą, rozwijam wędki zakładam przynętę na pierwszą, myślę będzie na karpia, daje 4 ziarna kukurydzy ,zamach poszło napinam żyłkę zakładam świetlik na szczytówkę, stawiam wędkę na podpórkę to samo robię z drugą tylko przynętą inna kanapka .Siadam i czekam ,mija godzina i nic nagle kumpel dzwoni, mam karpia olbrzym, jakiś czas drugi dzwoni mam leszcza .Mijają dwie godz. Nadal nic .Zaczyna się rozwidniać nadal nic ,zaczynam lekko widzieć drugi brzeg i ku mojemu zdziwieniu ujrzałem dwie żyłki napięte ,przecinające dwa brzegi rzeki ku mojemu zdziwieniu rzuciłem na drugi brzeg mogłem czekać do wieczora i by było nic .Dodam, wówczas złapałem dużo ryb. I właśnie to była moja przygoda.

Jacek Maj
Karaś
 
Posty: 57
Dołączył(a): 5 maja 2009, o 18:56
Kasa: 0.00
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 97902110
Level: 6
HP: 0 / 104
0 / 104
MP: 49 / 49
49 / 49
EXP: 57 / 65
57 / 65

Re: PRZYGODA NA LOWISKU

Postprzez DARIUSZ-IE » 9 maja 2009, o 10:31

WYPRAWA NA RYBY
Jak zawsze przed wyprawa parę dni wcześniej umówiliśmy się z kolegami że jedziemy na ryby celem było jezioro zaporowe na śląsku,hurrra to jedziemy od paru dni zakupy przygotowanie sprzętu, czytanie wiadomości i rozmyślanie jakie to tam można ryby złowić ? a można,bo jezioro to powstało setki lat temu w skutek wybudowania tamy na rzece oraz zalaniu bardzo dużych terenów celem retencji i regulacji rzeki.Więc i ryby już tam są nie małe.
rozmyślania jak to będzie czy duże leszcze .czy karp a w nocy może węgorz a może sandacz przygotowania na wszelkie możliwe okazy ,radocha ekipa paru chłopa będzie pięknie.
I nadszedł ten upragniony dzień w nocy wskakujemy w auta i dawaj jedziemy ponad 100 kilometrów po drodze opowiadania wędkarskie,kto i jakie ryby już tam powyciągał miło się jedzie,a miejscówka super plaża czysta woda drzewa i przyrodo już dojeżdżamy wpadamy na parking adrenalina w nas buzuje z aut szybko jak pszczółki zabieramy cały sprzęt i na łowiska.
Tuż za lasem wpadamy na plażę.........:)
Szok nie ma wody:)
otóż spuścili pół zbiornika w celu naprawy śluz, a nam ukazała się wielka pustynia piasku.
Smutni i w ciszy, źli na wszystko pojechaliśmy szukać innych łowisk i tak to niespodzianki się zdarzają.
DARIUSZ-IE
TURAWA2.jpg
TURAWA2.jpg (21.13 KiB) Przeglądane 326 razy
TURAWA1.jpg
TURAWA1.jpg (19.45 KiB) Przeglądane 327 razy
TURAWA.jpg
TURAWA.jpg (24.75 KiB) Przeglądane 326 razy

DARIUSZ-IE
 
Kasa: Zamknięty
Bank: Zamknięty
Level: 0
HP: 0 / 0
0 / 0
MP: 0 / 0
0 / 0
EXP: 0 / 0
0 / 0

Re: PRZYGODA NA LOWISKU

Postprzez DARIUSZ-IE » 16 maja 2009, o 08:24

JA I SZPULA
MATERIAŁ NADESŁANY PRZEZ MPOLANO
NIEDZIELA 10 KWIETNIA..TO WLASNIE WTEDY PITEREK ,MICHAL ,NO I JA MICHAL JEDZIEMY NA DERRAVARAGH NA SZCZUPLEGO .PROGNOZE SPRAWDZILEM SAM -SLONECZNIE I TYLKO DWIE GODZINY DESZCZU MIALO BYC WIEC BOOKUJE LODKE I HEJA O 10-TEJ Z GROSZAMI JESTESMY NAD JEZIORKIEM.. DROBNA KRZATANINA , SPRZET JEST ,LODKA DOBRA ,WYPLYWAMY ( PITEREK- GUMOWCE PIERWSZA KLASA ) . POGODA JEST W C... DOBRA -SLONCE PALI , OK.18-20 STOPNI , JA POPIJAM POLSKIEGO CIDERA ..BO NIE TYLKO O RYBY PRZECIEZ CHODZI =] . BICZUJEMY WODE PRZEZ PARE GODZIN I JEST PIERWSZY SZCZUPLY - PITER MA LADNEGO SREBRNEGO MEPSA 4 Z FALOWANA KRAWEDZIA NA SKRZYDELKU I TAKIM KUSZACYM CZERWONYM OGONKIEM .. K..WA MYSLE W DUCHU.. TA KRAWEDZ TO MUSI LADNIE SWIATLO ZALAMYWAC =] .. NO ALE WROCMY DO 45 CENTYMETROWEGO SZCZUPLEGO KTOREGO TO PITER DRZACA REKA WPUSZCZA DO WODY .KOLEJNE PARE GODZIN NIEROWNEJ WALKI ZE SLONCEM , BOLEM NADGARSTKA I CIDEREM I JEST COS U MNIE NA REKU ,BICIE NIETYPOWE -TAKIE TEPE PUKNIECIE MYSLE ..ALE PODCINAM I SIEDZI . CZUJE OPOR ALE TO NIE TO ..WIEM BO SKRECAM SZYBKO I PO OPORZE NIE MA SLADU -PSTRAG MOWIE DO CHLOPAKOW -W PYSK GO I DO SIATY (PSTRAGIEM W CZOSNKOWEJ PANIERCE NIGDY NIE POGARDZE HE HE) . PITER MA NASTEPNEGO SZCZUPLEGO PO OK. 2 GODZ ,ALE JEST MALY I OKALECZONY WIEC RELEASE GO SZYBKO I SPADAMY NA BRZEG NA GRILA ,PRZYJEZDZAJA ZNAJOMI NA CHWILKE ,ZJADAJA POLOWE ZAPASOW I ZEGNAMY SIE Z NIMI =] .PLYNIEMY W INNE MIEJSCE -UJSCIE RZEKI INNY LADNE TRZCINKI ALE PLYTKO -WIEC SILNIK WYLACZONY I DRYFTUJEMY BICZUJAC WODE W TRZECH KIERUNKACH . WIDZE MALY PRZESMYK W TRZCINACH I ZARTUJE SOBIE :TAM BEDZIE SZCZUPLY SIEDZIAL MOWIE ,RZUT LADNY I BLASZKA SUNIE PROSTO W MOJ PRZESMYCZEK , SKRECAM POWOLI I WIDZE JA JUZ JAKIES 3 METRY OD LODKI ..WIDZE TEZ RUCH Z TYLU ZA BLYSKIEM I DRESZCZ ..SZCZUPLY !!! MYSLE -A ON NIE WCALE TAKI K..WA SZCZUPLY BO LEB WIELKI , HAPA OTWARTA PELNA ZEBOW I WIDZE TE SLEPIA -KAWAL RYBY !!! ULAMEK SEKUNDY POZNIEJ TNE .. ALE SLYSZE TYLKO JAK SZPULA OBRACA SIE - ZA SZYBKO ZEBY HAMULEC BYL DOBRZE PODKRECONY - WIDZE MOJA RYBE WYPLUWAJACA BLACHE I JESTEM ROZCZAROWANY SWOJA GLUPOTA .. WODA CHLUPIE , PITER Z MICHALEM ZAPOMINAJA NA CHWILE ZE POWINNI SKRECAC SWOJE ZYLKI I GAPIA SIE W MIEJSCE GDZIE PRZED CHWILA STALA SIE TRAGEDIA .. A JA PRZYPOMINAM SOBIE MOMENT WCZESNIEJ KIEDY KRZYWO NAWINELA MI SIE PLECIONKA I MUSIALEM ZDJAC SZPULE ..ZAPOMNIALEM PO TYM WYREGULOWAC HAMULEC .. JEDZIEMY W TA NIEDZIELE NA TO SAMO JEZIORO ,PO TEGO SAMEGO SZCZUPLEGO .. WIEM GDZIE SK.....YN MIESZKA =]
· Napisane przez mpolano dnia maj 15 2009 16:57:35 ·

DARIUSZ-IE
 
Kasa: Zamknięty
Bank: Zamknięty
Level: 0
HP: 0 / 0
0 / 0
MP: 0 / 0
0 / 0
EXP: 0 / 0
0 / 0

Re: PRZYGODA NA LOWISKU

Postprzez niecio21 » 25 maja 2009, o 10:54

RYBY ZAWSZE SĄ :) TYLKO UMIEJĘTNOŚCI ZA MAŁO :)
RYBKA LUBI PŁYWAĆ
CATCH AND RELEASE

niecio21
Karp
 
Posty: 488
Wiek: 29
Dołączył(a): 19 kwi 2009, o 13:26
Kasa: 2,235.00
Bank: 0.00
Lokalizacja: Dublin
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 20
HP: 35 / 893
35 / 893
MP: 426 / 426
426 / 426
EXP: 488 / 518
488 / 518

Re: PRZYGODA NA LOWISKU

Postprzez Michael 30 » 25 maja 2009, o 19:47

Lato 1998. Miejscowosc Ryczywol nad Wisla, dokladnie w miejscu gdzie rzeka Radomka wpada do Wisly. Dzis sa tam glowki, ale jakies 10 lat temu była tam piekna dzika woda w miejscu styku tych dwoch rzek, z ladnym warkoczem i kilkumetrowym dolem a przed samym poloczeniem rzek - na Wisle ok 4 metrowa rynna z ostrym nurtem. Zasadzamy sie na nocke. Juz od wczesnego wieczora zywce i rosowki w wodzie. Nieco lzejsze wedki zarzocone w dol i warkocz, a stare pelne germiny wraz z rexami i specjalnie na ta okazje odlewanym obciazeniem ok 350g - w glownej rynnie. Jak co wieczor te same odglosy w glownej rynnie i uderzenia w wode jak by ktos wrzucil pustaka. Myslimy tylko jedno wasate przyszly na kolacje. Tego wieczora olaly nasze smakolyki, ponadto zaczal padac konkretny deszcz wiec schowalismy sie do namiotu. Po jakis trzech godzinach branie u kolegi na Germinie takie, ze az bierze zyle z kolowrotka. Dwie sekundy pozniej takie samo branie na mojej wedce. Pomimo ostrego deszczu wyskakujemy jak poparzeni z namiotu i zacinamy. Cos jest i to bardzo duzego na obu wedkach bo idzie jak pociag z nurtem i nie ma mowy by go zatrzymac. Spogladamy na siebie przerazeni widzac jak zylki znikaja z kolowrotkow. Rexy piszcza a ,,sum’’ nie daje za wygrana. Po chwili spogladam w dal i widze plynace w nurcie drzewo. Kumplowi w tym samym momencie konczy sie zylka a moja przeciera sie w koncu i urywa. No coz tym razem ,,sum’’ wygral. Nocka bez efektow, ale nad ranem ok 6-tej,,dzwoni’’ piekna 2,5kg brzana z gruntu na rosowe. Jedyne pocieszenie tego dnia. Kolega z zazdroscia podbiera, potem bierze nerwowo spinning i idze za szczupakiem na Radomke, na lekko podniesiony bo ok 1,5m stan wody. Po kilkunastu minutach zaciecie i siedzi szczuply na biale kopytko. Podchodze do niego powoli z podbierakiem, ale szczuply jest nieduzy wiec kumpel bez pomocy wyslizguje go na brzeg. W momencie pierwszego dotkniecia szczupaka w celu odchaczenia, ten wystraszony robi szybki ruch glowa i glowka jigowa wbija sie kumplowi w reke dokladnie w mieso pomiedzy kciukiem a palcem wskazujacym. Sam nie wiem jak to sie stalo, bo szczuply w koncu zwial (i tak mieslismy go wypuscic), reka ostro krwawi a kolega drze sie z bolu. Przy kazdej probie wyciaganiecia lzy same leca z oczu. Polska (kolorowa) glowka jigowa z ogromnym zadziorem i tepym grotem tkwi gleboko, nie dajac sie ruszyc. Widzimy tylko jedno wyjscie - wypchnac ja na zewnatrz przebijajac dlon w nowym miejscu a potem odciac kombinerkami zadzior. Kumpel zagryzl zeby a ja robilem za chirurga. Najgorsze bylo to ze oprocz tepej glowki jigowej mieslismy tez tepy noz, ktorym musialem nadciac skore widzac juz wystajacy grot haka, no ale jakos poszlo. Przypuszczam ze byloby mniej bolu jak by to był hak gamakatsu.Ten dzien tylko dla mnie okazal sie szczesliwy, bo godzine pozniej zlapalem jeszcze dwa kilowe leszcze z gruntu na biale, a kolega w tym dniu nic oprocz tego szczupaczka. Za to tydzien pozniej pokazal klase i wyjal w jedna noc dwa sumki 6,5 i 4kg na rosowe, a ja jednego ladnego zerwalem. Jeszcze wtedy nie wierzylem ze kilkukilogramowa ryba (przypuszczam ze nie mial wiecej niz 10kg) idac z nurtem moze wyciagnac za pierwszym odjazdem caly 100m zapas zylki na przyponie 0,30mm. Od tego czasu mam juz zawsze 150-200m zapas. W tamto lato zlowilismy w tym miejscu jeszcze kilka brzan no i troche sumowej mlodzierzy. Kilka miesiecy pozniej, jakies 2km w gore rzeki zbudowano glowki na Wisle, miejsce totalnie sie zmienilo i wyplycilo przy samej Radomce. Nie wiem jak jest teraz, ale musze kiedys pojechac tam na ryby i zobaczyc, no i oczywiscie powspominac.

Michael 30
Płoć
 
Posty: 28
Dołączył(a): 28 mar 2009, o 15:33
Kasa: 0.00
płeć: męźczyzna
Gadu-Gadu: 0
Level: 4
HP: 0 / 61
0 / 61
MP: 29 / 29
29 / 29
EXP: 28 / 38
28 / 38


Powrót do Poezja znad wody

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

?
cron