W Polsce kilka razy w roku coś takiego się niestety dzieje.
Dlatego przypominam i Wam w Irlandii o tym aby zachować ostrożność i włączyć myślenie nad wodą.
Informacja z TVN24.pl
Przeglądasz forum jako gość! Zarejestruj, aby uzyskać pełny dostęp do forum ForumFishmaniak.pl.



morrum napisał(a):Nie od dziś wiadomo, że linie energetyczne przechodzące nad wodą w tajemniczy sposób ściągają ryby




morrum napisał(a):Radku, zapewne tak, choć mechanizm tego zjawiska znany mi nie jest, z fizyki zawsze noga byłemCo do bzyczenia, to występuje (chyba) tylko pod liniami przesyłowymi wysokiego napięcia, a te zazwyczaj są wysooko (w mojej okolicy takie sieci przechodzą nad Wisłą, by dorzucić na wysokość kabli trzeba by się naprawdę postarać, o dotknięciu kilem nawet i kilkunastometrowym nie ma mowy) lecz nie napięcie zabija a natężenie, a to jest wystarczające nawet w przewodach średniego i niskiego napięcia, których o wiele więcej, i które nie rzucają się w oczy ani uszy, a zabić mogą.
To samo dotyczy burz, niby szansa trafienia piorunem niewielka, ale ryzykują tylko najgłupsi, ot kłania się Darwin i teoria doboru naturalnego.
Za to inna sprawa jest z "elektrycznymi pastuchami" - pamiętam przynajmniej dwie nieprzyjemne acz śmieszne sytuacje. Jedna, gdy na zawodach mój kuzyn dysponujący wówczas wędką szklaną przycisnął nią drucik i przeszedł a za nim szedł nielubiany przeze mnie kolega i przyciął ów drucik węglówką -odrzucił wędkę i wydarł się straszliwiedruga zaś, gdy sam przechodziłem przez takową barierę przycisnąwszy uprzednio drut patykiem. Gdy przełożyłem jedną nogę patyk pękł a drucik trafił mnie między nogi... nie dość, że zarobiłem w czułe miejsce napiętym przewodem, to jeszcze poprawiło napięcie, ciekawe toto nie było i od tego czasu raczej staram się unikać przechodzenia nad drutami elektrycznych pastuchów, czasem lepiej obejść kawałek, do bezpiecznej furtki


Melanzyk napisał(a):Ostatnio z Jacem kończyliśmy łowić na jednej z rzek i wyjmowaliśmy ponton z wody. Na górze skarpy był pastuch pod którym przechodziliśmy, chwile wcześniej popadało trochę i wszystko w koło było mokre a ja miałem mokrą czapkę. Przechodząc pod pastuchem nie wiem jak zahaczyłem o niego głową i dostałem takiego kopa, że mnie odrzuciło w przód. Nie raz byłem pstryknięty przez pastucha ale to była masakra. Gorsze uczucie od dostania jakąś pałą w głowę. Przez chwile nie mogłem ruszać nogami a jak już wstałem to miałem nogi jak z waty. Nie życzę tego nikomu. Na pastuchy trzeba uważać!


Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości
?