W moim Okręgu jest podobnie. Od kiedy nastał nowy prezes do spraw sportu wyniki osiągane przez zawodników w spławikowym GP Okręgu przestały mieś jakiekolwiek znaczenie przy powołaniach do kadry okręgu. Liczy się chyba tylko widzimisię pana G. oraz sponsora. Ludzie zdobywający najwyższe miejsca w zawodach regularnie zajmujący w klasyfikacji generalnej najwyższe miejsca nie byli brani pod uwagę przy nominacjach do kadry okręgu, na rzecz "znajomków" często z dalekich miejsc list. Nic dziwnego, że ludzie przestali stratować w zawodach okręgowych, które i tak nic im nie dają a stworzyli w porozumienia z paroma kołami własny cykl zawodów rozgrywanych niezależnie i w niejakiej konkurencji do zawodów okręgowych. Atmosfera jest o wiele fajniejsza i zawodnicy są zadowoleni. Szkoda tylko, że osoba, która jest prowodyrem niesnasek w tym spławikowym światku nie chce dać za wygraną, jątrzy i judzi gdzie tylko się da, pozywa do sądów koleżeńskich za powiedzenie publicznie choćby złego słowa na siebie a także wykorzystując swoją tymczasową władzę i znajomości w intrygancki sposób podkłada świnie dawnym kolegom i próbuje ich poniżyć w oczach otoczenia etc. Przykład
niesportowe-moczenie-kija-t3065.html - to właśnie była akcja zaplanowana i przeprowadzona przez pana G. , któremu prawdopodobnie nie podobało się, że ktoś organizuje zawody komercyjne na "jego wodzie" bez uzgodnienia z nim (może koperty, nie wiem, nie chcę oskarżać i być kolejnym pozwanym do sądu). Ponoć organizator załatwił sprawę przed zawodami w biurze okręgu, lecz nie wszystko miał na papierze - zawsze tak było i nikt nie robił problemów, teraz już to się zmieniło jak widać. Natomiast ludzie startujący z ramienia Okręgu, czyli "podopieczni" pana G. mieli już podobno przygotowane papiery do kontroli na stolikach jeszcze przed rozpoczęciem zawodów, żeby w trakcie nie przerywać łowienia a wiedzieli doskonale o planowanej akcji.
Sumy, sandacze, bolenie, klenie, jazie... Wisła i gdzieś tam ja
